Opaski przepustką przez granicę USA

Proceder nielegalnego przekraczania granicy meksykańsko-amerykańskiej nie tylko nasilił się w ostatnich miesiącach, ale też coraz bardziej się profesjonalizuje. Jak mówią eksperci, przemyt ludzi traktowany jest jak klasyczny biznes. Jego organizatorzy zabiegają o klientów, dbają o nich, ale także starają się o coraz wyższą efektywność swoich działań.

Straż Graniczna w sektorze Doliny Rio Grande zaobserwowała ostatnio nowy element organizacyjny w przemycie ludzi. Osoby, które zatrzymuje po nielegalnym przekroczeniu granicy, mają czasem na ręku plastikową opaskę. Taką samą, jaką dostajemy przy wejściu na płatną plażę, do klubu nocnego albo innego miejsca z opłaconym wejściem.

Amerykańscy dziennikarze dowiedzieli się, że opaski są używane przez przemytników do takich samych celów, jak w klubie nocnym. Oznaczane są w ten sposób osoby, które zapłaciły już określoną sumę.

Czytaj także: Coraz więcej imigrantów przedziera się przez granicę USA z Meksykiem

I tak jak w klubie nocnym, opaski mogą mieć różne kolory. W klubie mogą one np. wyróżniać osoby, które mają już 21 lat i mogą pić drinki z alkoholem. Na granicy oznaczają osoby, które zapłaciły już pełną kwotę za przemycenie ich. Inny kolor gwarantuje tylko bezpieczny pobyt w strefie przygranicznej.

Przeprawa przez Rio Grande jest niebezpieczna, zdarzają się utonięcia. Ale wcześniej trzeba zapłacić za opaski, żeby takie ryzyko w ogóle podjąć.


Obszar przy granicy jest bowiem kontrolowany przez kartele narkotykowe, które każą sobie płacić za możliwość przemytu ludzi. Przemytnicy płacą kartelom za każdego swojego "klienta" i oznaczają go opaską odpowiedniego koloru. W ten sposób zabezpieczają siebie i przemycane osoby przed członkami kartelu. Różne kolory mogą też oznaczać ochronę ze strony różnych gangów.

Czytaj także: Jak Amerykanie chcieli szpiegować Rosjan

Dziennikarze agencji Reuters dotarli do jednego z migrantów w nadgranicznym mieście Reynosa, sąsiadującym z miastem McAllen w Teksasie. Uchodzi ono za jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na granicy z USA.

Migrant pokazał dziennikarzom opaskę w kolorze fioletowym, którą kupił od lokalnego gangu kilka miesięcy temu, gdy przybył tam z Hondurasu. Ma ona gwarantować, że ze strony przestępców nic mu się nie stanie. Zapłacił za nią 500 dolarów. Gdy zapłaci za przemyt do USA, dostanie nową opaskę.

Czytaj także: Partyjne zwycięstwo w Senacie

Plastikowe opaski mają też różne napisy. Przed ich wprowadzeniem, przemytnicy i kartele również ściśle pilnowali płatności od osób, które nielegalnie przekraczały granicę. Było to jednak dużo bardziej pracochłonne, gdyż posługiwano się listami nazwisk. Migrantom podwożonym w pobliże granicy autobusem sprawdzano dokumenty przed wypuszczeniem z autobusu.

Po przekroczeniu granicy, imigranci zrywają opaski, bo zdradzają czego właśnie dokonali. Straż Graniczna znajduje takie opaski przy innych porzuconych rzeczach w pasie przygranicznym. Inni zachowują opaskę dłużej, bojąc się pozbyć czegoś, za co zapłacili dużą sumę i co gwarantowało im bezpieczeństwo. Ponadto niektórzy sami oddają się w ręce Straży Granicznej, zamierzając złożyć podanie o azyl. Robią tak najczęściej całe rodziny, które przywędrowały z krajów Ameryki Środkowej, a także nastolatkowie, przechodzący przez granicę bez dorosłych opiekunów.

Ludzi z opaskami będzie zapewne coraz więcej. Nie tylko dlatego, że przemytnicy usprawniają swoje metody. Również dlatego, że mają coraz więcej klientów. Polityka imigracyjna Joe Bidena - a właściwie jej zapowiedzi, bo rzeczywistych zmian jeszcze nie ma - zachęca do próby dostania się do USA, choćby nielegalnie. W lutym, na granicy z Meksykiem zatrzymano prawie 100 tysięcy ludzi podejmujących taką próbę. Prawdopodobnie drugie tyle przekroczyło granicę unikając zatrzymania.

Czytaj także: Kłopoty z polityką imigracyjną Joe Bidena

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!