NY, NJ, CT "zamykają granice" dla zakażonych?

Planując wakacyjne wyjazdy warto zwrócić uwagę, gdzie liczba zakażeń koronawirusem jest wysoka. O ile w Nowym Jorku i New Jersey sytuacja systematycznie poprawia się, tak w stanach południowych i zachodnich nastąpił ostatnio wzrost zachorowań. Kalifornia prześcignęła nawet New Jersey w całkowitej liczbie osób zakażonych (ma ponad 200 tysięcy, a New Jersey 175 tysięcy) i jest już na drugim miejscu, za Nowym Jorkiem (415 tysięcy).

Kalifornia jest wprawdzie najludniejszym stanem USA, ale Nowy Jork i New Jersey były od marca wciąż na dwóch pierwszych miejscach w liczbie zakażeń. Było to zdecydowanie największe ognisko koronawirusa w całym kraju. Policja w Rhode Island zatrzymywała samochody z rejestracją z Nowego Jorku, a Floryda kierowała wszystkich przyjezdnych z tego stanu, jak również z New Jersey i Connecticut na obowiązkową kwarantannę.

Sytuacja zmieniła się tak radykalnie, że teraz to trzy stany metropolii nowojorskiej nakazały kwarantannę dla przyjezdnych z Florydy i innych stanów. Gubernatorzy Andrew Cuomo (NY), Phil Murphy (NJ) i Ned Lamont (CT) wspólnie ogłosili, że osoby przyjeżdżające ze stanów, gdzie sytuacja epidemiologiczna jest zła, są zobowiązani do 14-dniowej kwarantanny.

Czytaj także: Uwaga na szczury!

Oczywiście poza połączeniami lotniczymi nie ma możliwości skontrolowania wszystkich przyjeżdżających, w jakich byli stanach. Gubernator Cuomo przyznał, że system jest "honorowy" i można "łamać kwarantannę dopóki nie zostanie się złapanym. Jego rzecznik zasugerował natomiast, że nowojorczycy powinni zgłaszać przypadki, gdy zauważą, że ktoś przyjechał z zagrożonego stanu i nie przestrzega kwarantanny.

A kary mają być wysokie. Za pierwsze wykroczenie grzywna ma wynosić 2 tysiące dolarów, a za następne 5 tysięcy. Gdy efektem będzie czyjaś krzywda (zakażenie), kara wzrośnie do 10 tysięcy dolarów. Obowiązek kwarantanny dotyczy nie tylko przyjezdnych, ale także mieszkańców trzech stanów, którzy powrócili ze stanów uznanych za niebezpieczne.

Lista takich stanów ma być codziennie aktualizowana. Na razie są na niej następujące stany: Alabama, Arkansas, Arizona, Floryda, Karolina Północna, Karolina Południowa, Teksas oraz Utah. Na listę trafiają te stany, gdzie liczba dziennych zakażeń (według 7-dniowej średniej) wynosi co najmniej 10 na każde 100 tysięcy mieszkańców albo liczba zakażonych jest wyższa niż 10% całej populacji.

W przypadku Nowego Jorku i New Jersey, liczba zakażeń na 100 tysięcy mieszkańców jest dużo niższa od 10 - wynosi odpowiednio 4,2 oraz 3,8. Ale dla Florydy jest to aż 18,7. To oznacza spory problem dla osób, które planowały wakacyjny wyjazd np. na Florydę. Tam w ciągu pięciu dni przed zarządzeniem gubernatorów trzech stanów przybyło aż 20 tysięcy zakażonych. W tym samym czasie, w stanie Nowy Jork nowych zakażeń wykryto tylko 3100, a liczba testów jest tu znacznie większa. Np. w poniedziałek, 22 czerwca przeprowadzono 49 tysięcy testów, które dały pozytywny wynik u niespełna 600 osób.

Floryda nie jest niestety wyjątkiem. W tygodniu przed wydaniem zarządzenia aż 26 stanów USA zanotowało wzrost zakażeń. Epidemiolodzy zwaracają uwagę, że ta nierówność pomiędzy stanami - najpierw na niekorzyść okolic Nowego Jorku, a teraz odwrotnie - wynika z braku jednolitego systemu działania w całym kraju. Nie ma wprowadzanych przepisów na poziomie federalnym, nie ma też wspólnego zaopatrzenia medycznego. W 19 stanach do dziś nie wprowadzono obowiązku zakładania maseczek na twarz.

Czytaj także: Karty kredytowe Amerykanom nie pomogą

W efekcie, ogniska epidemii przenoszą się z miejsca na miejsce, a władze stanowe zdane są na siebie. Nie mają jednak możliwości efektywnego odizolowania się od innych stanów. Zarządzenie o kwarantannie dla przyjeżdżających do Nowego Jorku, New Jersey i Connecticut będzie trudne do wyegzekwowania.

Brak jest jednolitego systemu działania w całym kraju. Nie ma wprowadzanych przepisów na poziomie federalnym, nie ma też wspólnego zaopatrzenia medycznego. W 19 stanach do dziś nie wprowadzono obowiązku zakładania maseczek na twarz.

Zarządzeniem na pewno nie musi się przejmować prezydent Donald Trump. Choć na weekend przyjeżdża pograć w golfa w swoim klubie w Bedminster, w New Jersey, a wcześniej był w Arizonie, jednym ze stanów uznanych za niebezpieczne. Rzecznik Białego Domu stwierdził, że to dlatego, iż "prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest cywilem". Chodzi o to, że jest dowódcą amerykańskich sił zbrojnych.

Wprawdzie eksperci twierdzą, że dowodzenie armią nie czyni z prezydenta żołnierza, ale rozumieją logikę zrobienia dla niego wyjątku. Zarówno Donald Trump, jak i jego otoczenie są bardzo często i systematycznie testowani na koronawirusa. Również gubernator Phil Murphy potwierdził, że prezydenta nie będzie obowiązywać kwarantanna, choć nie dlatego, że nie jest on cywilem. Gubernator stwierdził, że stan New Jersey zalicza go do grupy "niezbędnych pracowników", których zarządzenie nie obejmuje.

Czytaj także: Joe Biden zbiera głosy i pieniądze

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!