Nadchodzi czas płacenia rachunków

W czasie kryzysu pomoc państwa dla najuboższych jest z pewnością potrzebna. W ostatnich miesiącach przyznawana była nawet szerszej grupie, bo kryzys ma niespotykaną skalę. Ale gdy wsparcie się kończy, problemy powracają. Czasem nawet ze zdwojoną siłą.

Tak może być w przypadku zakazu wyłączania prądu i gazu odbiorcom, którzy nie płacą rachunków za te media. Taki zakaz przestał już działać w 33 stanach, w tym m.in. w New Jersey. W kolejnych dziesięciu skończy się do połowy listopada. Z końcem listopada przestanie działać także w Pennsylwanii. W Nowym Jorku ochrona konsumentów ma trwać do 31 marca 2021 roku.

Już w tej chwili 82 miliony gospodarstw domowych nie jest zabezpieczonych przed odcięciem prądu i gazu. Jest wśród nich grupa 11 milionów gospodarstw, których dochody przed epiedmią koronawirusa w USA kwalifikowały je poniżej poziomu ubóstwa. Według badań firmy Carbon Switch, w grupie zagrożonych brakiem prądu i gazu jest też 10 milionów ludzi, którzy są bez pracy.

Czytaj także: Pakiet stymulacyjny ochronił przed ubóstwem, ale na krótki czas

Przeciętne gospodarstwo domowe płaci za prąd i gaz 167 dolarów miesięcznie. W takich stanach jak New Jersey czy Nowy Jork, taki rachunek może wydawać się niewysoki. Ale w stanach, gdzie ciągle obowiązuje tylko federalna minimalna stawka płacy - bo władze stanu jej nie podwyższyły - wygląda to inaczej.

Osoba pracująca za taką stawkę, tzn. 7,25 dolara na godzinę, przez 40 godzin tygodniowo zarobi zaledwie 290 dolarów brutto. Ale dla wielu osób, nawet taka wersja jest optymistyczna. Prawie jedna czwarta Amerykanów mówi w sondażach, że choć zachowali pracę, pracują mniej godzin w tygodniu albo wręcz ich stawka została zmniejszona. Takie problemy z pracą najczęściej dotyczą osób wykonujących najmniej płatne zawody.

Czytaj także: Największe oszustwo podatkowe w historii USA

Tymczasem firmy dostarczające prąd i gaz zaczęły upominać się o zapłacenie rachunków. To budzi zdziwienie, bo wielu Amerykanów ma przekonanie, że przedsiębiorstwa te są państwowe. Sądzili więc, że skoro państwo wydało rozporządzenie, aby nie wyłączać dostaw pomimo niepłacenia rachunków, zaległości zostaną im darowane.

Firmy dostarczające prąd i gaz są jednak prywatne. I będą dochodzić każdej zaległej płatności, bo mają do tego prawo. Niektóre stany wymagają od nich przedstawienia konsumentom planów spłat, a nawet możliwości umorzenia długów, choćby częściowego. Ale tam, gdzie takich wymogów nie ma, konsumenci mogą być zmuszani do zapłacenia nawet kar za spóźnienie i odsetek od zaległych kwot.

Czytaj także: Wzrost liczby zakażeń i obowiązki dla pracodawcy

Ustawa CARES o pakiecie stymulacyjnym, przyjęta pod koniec marca br. zapewniła 900 milionów dolarów na Low Income Home Energy Assistance Program. Pieniądze były przeznaczone na wsparcie najuboższych rodzin przy płaceniu rachunków za prąd i gaz. Nowego pakietu jednak ciągle nie ma, a za niepłacenie rachunków grozi wyłączenie dostaw.

Bez prądu żyć się nie da, więc rodziny będą oszczędzać na innych wydatkach, aby odzyskać zasilanie. Ale nawet tymczasowe przerwy generują dodatkowy problem. Dzieci uczące się zdalnie nie będą mogły w tym czasie uczestniczyć w nauce. I włączenie prądu następnego dnia, czy choćby po kilku godzinach, oznacza dla nich nieodwracalne straty przez nieobecność na lekcjach.

Konieczność spłacania zaległych rachunków za prąd i gaz zbiega się z innym, jeszcze większym wydatkiem. Wiele ubogich rodzin miało w ostatnich miesiącach problemy z płaceniem czynszu. Federalne moratorium na przeprowadzanie eksmisji ratowało ich wyrzuceniem na bruk. Ale po zakończeniu moratorium, co ma nastąpić z końcem bieżącego roku, nie tylko będą musieli zacząć płacić bieżący czynsz, ale także spłacać zaległy.

Czytaj także: Amerykanie chcą pieniędzy a nie polityki

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!