Molestowanie seksualne zaimkami

Pisaliśmy niedawno o profesorze wykładającym na stanowym uniwersytecie w Ohio, który procesował się ze swoją uczelnią o sposób nazywania jednego ze studentów. Student ten to transwestyta, który chciał, aby nazywać go kobietą. Profesor zwracał się do niego słowem "sir", przez co władze uczelni zagroziły wykładowcy konsekwencjami dyscyplinarnymi.

Profesor Nicholas Meriwether, który jest wykładowcą filozofii, religii i etyki, wygrał jednak w sądzie. Za ograniczanie jego prawa do wolności słowa otrzymał nawet od uczelni 400 tysięcy dolarów odszkodowania.

O wyroku sądu w Ohio najwyraźniej nie słyszały szkolne władze w Wisconsin. Trzech 13-letnich uczniów middle school w miejscowości Kiel, zostało oskarżonych o to samo, co profesor w Ohio.

W dodatku nie chodziło nawet o nazywanie kogoś chłopcem lub dziewczyną. Jeden z uczniów szkoły zgłosił życzenie, aby nie mówić o nim "on" lub "ona", ale "oni". Taka tendencja pojawiła się ostatnio wśród osób, które twierdzą, że nie zdecydowały jeszcze, jakiej są płci.

Jennifer Lopez wystąpiła z córką, która określa się jako "oni". Piszemy o tym w bieżącym numerze "abecadła", w rubryce "Plotki o artystach".


Trójka uczniów nie używała jednak wobec kolegi (koleżanki?) liczby mnogiej. Szkoła wysłała w związku z tym listy do rodziców z zapowiedzią oskarżenia dzieci o... molestowanie seksualne. Tak władze edukacyjne zinterpretowały zwracanie się do ucznia niezgodnie z jego życzeniem.

Rodzice uczniów, którym grozi tak poważne oskarżenie, musieli zwrócić się o pomoc do prawnika. Pomaga im organizacja Wisconsin Institute for Law and Liberty.

Adwokat reprezentujący trójkę uczniów twierdzi, że nie można ich oskarżać o molestowanie seksualne tylko dlatego, że nie zwracają się do kogoś w liczbie mnogiej.

Ponadto - podobnie jak profesor z Ohio - zwraca uwagę, że wymuszanie na kimś określonej wypowiedzi jest naruszeniem Pierwszej Poprawki do Konstytucji, gwarantującej wolność słowa.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!