Leo Messi za półtora miliarda zagra w Nowym Jorku? - cz. 1/2

Pandemia koronawirusa wprowadziła duże zamieszanie w każdej dziedzinie życia, w tym także w sporcie. W piłce nożnej miniony sezon był wyjątkowy ze względu na przerwę w rozgrywkach - tak samo jak w innych dyscyplinach - ale także przez inne ciekawe wydarzenia.

Polscy kibice mieli okazję cieszyć się z triumfu Roberta Lewandowskiego, który wraz z zespołem Bayern Monachium wygrał Ligę Mistrzów. Pobił też szereg rekordów, zdobywając łącznie we wszystkich rozgrywkach 55 goli. Został pierwszym w historii piłkarzem, który był królem strzelców sezonu w Lidze Mistrzów, w krajowej lidze i w krajowym pucharze.

Niestety, nie zostanie za to doceniony nagrodą Złotej Piłki, bo w tym roku czasopismo "France Football" odwołało głosowanie na piłkarza roku (głosują dziennikarze, trenerzy i kapitanowie narodowych reprezentacji). Argumentuje bowiem, że nie wszystkie ligi dokończyły rozgrywki i ich piłkarze nie mieli szansy konkurować o tytuł. Wiadomo, że chodzi głównie o ligę francuską. A z Robertem Lewandowskim i tak nikt nie miałby w tym roku żadnych szans.

Czytaj także: Urzędowa niespodzianka

Na pewno nie miałby takich szans Lionel Messi, pięciokrotny zdobywca nagrody Złotej Piłki. W tym roku jednak, jego klub z Barcelony nie zdobył żadnego trofeum, co zdarzyło się po raz pierwszy od sezonu 2007/08. Nie pomogła wymiana trenera w trakcie rozgrywek. Nowy trener stracił pracę po poniżającej porażce w półfinale Ligi Mistrzów - Barcelona przegrała z Bayernem Monachium aż 2:8.

Leo Messi jeszcze w koszulce Barcelony, ale już na tle Nowego Jorku.


Jeszcze większym ciosem dla kibiców hiszpańskiego klubu jest jednak ogłoszenie przez Leo Messiego, że odchodzi z klubu. Argentyńczyk był z nim związany aż 19 lat czyli całą swoją karierę. Dziś ma 33 lata, ale wcale nie zamierza kończyć z graniem.

Powodem rozstania z Barceloną nie jest bynajmniej spektakularna porażka z Bayernem. Messi od dawna spiera się z kierownictwem klubu o sposób prowadzenia drużyny. Nie mógł pogodzić się z odejściem brazylijskiego zawodnika Neymara, który w 2017 roku został kupiony przez klub z Paryża PSG za kwotę 222 milionów euro. Chciał jego powrotu i długo negocjował w tej sprawie z szefami klubu.

Negocjował też swój kontrakt, podpisany w 2017 roku. Ma się skończyć w przyszłym roku i piłkarz chciał ponoć podwyżki. Nękany długami klub nie zgodził się, więc Messi postanowił ostatecznie odejść.

Czytaj także: Forteca Biały Dom

Kwota odstępnego, którą musiałby zapłacić za piłkarza inny klub, wynosi jednak aż 700 milionów euro (ok. 830 mln dolarów). Barcelona mogłaby go sprzedać za niższą cenę, ale obecny prezydent klubu Jose Maria Bartomeu jest pod presją kibiców, aby tego nie robić. Ponadto jego kadencja kończy się w marcu przyszłego roku i nie chce być zapamiętany jako prezes, który pozwolił odejść Messiemu.

Lionel Messi uważa jednak, że nie potrzebuje niczyjego pozwolenia. W jego kontrakcie jest klauzula, która pozwala mu zgłosić chęć odejścia z klubu w okresie 20 dni od zakończenia ligowych rozgrywek w Hiszpanii, tj. od 10 czerwca. Wówczas klub, który go przyjmie, nie musi Barcelonie nic płacić. W tym roku piłkarskie rozgrywki przeciągnęły się ze względu na epidemię. Dlatego Messi i jego prawnicy uważają, że okres 20 dni nie upłynął 30 czerwca i piłkarz zdążył w terminie poinformować o swoim odejściu z klubu.

Czytaj dalej: Leo Messi za półtora miliarda zagra w Nowym Jorku? - cz. 2/2

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!