Koniec rekordowego sezonu huraganów

Sezon sztormowy na Atlantyku oficjalnie zakończył się. Oficjalnie, bo powszechnie przyjmuje się, że silne burze tropikalne i huragany tworzą się od początku czerwca do końca listopada. Meteorolodzy przypominają jednak, że natura nie podporządkowuje się oficjalnym terminom.

W tym roku sezon rozpoczął się od burzy tropikalnej Arthur, która powstała już 16 maja. W grudniu też burze mogą się tworzyć, a w amerykańskie wybrzeże uderzyć kolejne huragany. Szczególnie w bieżącym roku, w którym było ich rekordowo dużo.

W przeciętnym roku na Atlantyku powstaje 12 burz na tyle dużych, że nadaje się im imiona. Na przemian są to imiona męskie i żeńskie. Aby burza zasłużyła na imię, wiatr musi wiać z prędkością co najmniej 39 mil na godzinę (63 km/h). Gdy wiatr osiągnie 74 mile na godzinę (119 km/h), burza staje się już huraganem.

Czytaj także: Planowe wygrywanie na loterii

Meteorolodzy przewidywali, że sezon będzie obfitował w burze, bo Atlantyk był w tym roku wyjątkowo ciepły. Do kolejnego nazywania ich przygotowano listę 21 imion. Naukowcy z Penn State University przewidywali, że to może nie wystarczyć. Ich prognoza mówiła, że burz będzie aż 24. Była to najbardziej pesymistyczna prognoza fachowców w USA.

Lista imion rzeczywiście wyczerpała się przed końcem sezonu. Już 18 września wykorzystano ostatnie imię na liście, Wilfred. Dopiero drugi raz w historii doszło do sytuacji, w której trzeba było sięgnąć po nazwy liter greckich. I skorzystano z tego jeszcze tego samego dnia, nadając kolejnej burzy nazwę Alpha.

Czytaj także: Młodzi Amerykanie mieszkają u mamy

Naukowcy z Penn State University nie mają jednak satysfakcji, że ich najbardziej radykalne prognozy się sprawdziły. Bo oni też byli dalecy od trafienia we właściwą liczbę sztormów na Atlantyku. Do końca listopada wykorzystano aż dziewięć nazw kolejnych liter greckich - aż do Iota. Łącznie burz powstało bowiem aż 30.

To niejedyny rekord minionego sezonu. Bo aż 13 burz stało się huraganami, a 12 z nich dotarło do lądu i uderzyło w wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Czy to dużo? Poprzedni rekord to... 9. A więc w tym roku było aż o jedną trzecią więcej huraganów niż w rekordowym do tej pory sezonie. A ten rekordowy sezon był... ponad 100 lat temu. W roku 1916 czyli w czasie pierwszej wojny światowej.

Czytaj także: Obniżka ceny instalacji paneli fotowoltaicznych

O statystykach z ubiegłego wieku trzeba jednak już chyba zapomnieć. Nowy wiek pisze własne. Amerykańska agencja National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAAA) podaje, że miniony sezon był piątym z rzędu, gdy aktywność sztormowa na Atlantyku była wyższa od normalnej. Była też wyższa przez 18 z ostatnich 26 lat.

Oczywiście ta normalność określona została na podstawie danych zbieranych od XIX wieku. Naukowcy twierdzą, że zjawiska atmosferyczne zmieniają się ze względu na ocieplanie się klimatu. A to postępuje ostatnio coraz szybciej. Należy więc oczekiwać, że i sezon sztormowy będzię wyglądał inaczej.

Zresztą nie tylko sezon. Można oczekiwać, że wkrótce dojdzie do kolejnego rekordu, dotyczącego tym razem okresu poza sezonem. Jak do tej pory, tylko raz zdarzyło się, że już po jego zakończeniu, w grudniu, na Atlantyku uformował się więcej niż jeden sztorm, który otrzymał nazwę. Było to dawno temu, w 1887 roku. Wyrównanie, a nawet pobicie tego rekordu, może nastąpić już w tym miesiącu. Jeżeli do tego dojdzie, następny silny sztorm nazwany zostanie Kappa.

Czytaj także: Czas letni się kończy, ale ciągle dzieli

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!