Jak nauka zdalna szkodzi dzieciom

Pandemia spowodowała, że wielu ludzi po raz pierwszy w życiu zaczęło pracować zdalnie. A większość dzieci, przynajmniej przez pewien czas uczyło się w domu, łącząc się z nauczycielem przez internet. Dość szybko wszyscy zauważyli, że ma to negatywny wpływ na poziom nauki. Ale zdalna nauka ma też fatalny wpływ na rozwój emocjonalny dzieci i wywołuje stres u ich rodziców.

Amerykańskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) przeprowadziło badania w rodzinach, mających dzieci w wieku od 5 do 12 lat. 92% tych dzieci uczy się w szkołach publicznych. Część uczyła się w chwili badania zdalnie, część chodziła normalnie do szkoły, a część uczyła się w systemie hybrydowym, tzn. chodziła do szkoły tylko w niektóre dni, a w pozostałe uczyła się zdalnie.

Z badania wynika, że dzieci w okresie pandemii stały się mniej aktywne. Wymuszone to było naturalnie różnymi ograniczeniami epidemicznymi. Ale CDC zauważyło, że dzieci, które uczyły się zdalnie, miały do tego tendencję dwa razy częściej niż ich rówieśnicy chodzący do szkoły pięć dni w tygodniu. Choć wydawałoby się, że nie chodząc do szkoły, chętniej będą szukały ruchu.

Czytaj także: Administracja państwowa myli się przy rozdawaniu pieniędzy

Tymczasem jest odwrotnie. 27% dzieci chodzących do szkoły spędza w epidemii mniej czasu na zewnątrz. A wśród uczących się zdalnie, mniej wychodzi aż 58%. Nawet w domu aktywność osłabła. 30% chodzących do szkoły rusza się ogólnie mniej, natomiast w grupie uczących się zdalnie jest to aż 63% dzieci. Wyniki badań w przypadku dzieci uczących się w systemie hybrydowym znajdują się pomiędzy wynikami dzieci chodzących do szkoły i uczących się wyłącznie zdalnie.

Dzieci siedzące cały dzień przed tabletem mają zbyt mało ruchu.


Domowa izolacja ma zły wpływ także na rozwój emocjonalny dzieci, które nie spotykają się z rówieśnikami. Pozostając w domu czują się osamotnione, choć mogą być nawet cały dzień z rodzicami pracującymi zdalnie. Ale nowa sytuacja źle wpływa także na samych rodziców.

Czytaj także: Czy Netflix chce skończyć z dzieleniem się abonamentem?

W przypadku, gdy dzieci chodzą do szkoły, 38% rodziców przyznaje się do emocjonalnych problemów. Ale w rodzinach, gdzie dzieci pozostają w domu, odsetek ten rośnie do 54%. Wielu rodziców stresuje jednoczesna praca w domu i doglądanie uczącego się dziecka. 26% z nich martwi się, aby nie stracić pracy. W przypadku, gdy dzieci chodzą normalnie do szkoły, tylko 15% rodziców boi się utraty pracy.

Obecnie tylko 20% dzieci w USA wciąż uczy się zdalnie. Na Wybrzeżu Zachodnim oraz w północno-wschodnim regionie kraju dzieci najszybciej wróciły do szkół. Ale naukowcy mówią, że wpływ, jaki wywarła zdalna nauka, będzie widoczny jeszcze długo. Dzieci poradzą sobie z tym najszybciej, ale u ich rodziców może to trwać nawet kilka lat.

Czytaj także: Nowy Jork wprowadza szczepionkowy paszport

Zdalna nauka jest też ogromnym problemem dla dzieci imigrantów. Szkoła była dla nich miejscem, gdzie uczyli się języka angielskiego. Nie tylko na lekcjach, ale także w bezpośrednich kontaktach z rówieśnikami. Choć zdecydowana większość dzieci uczących się angielskiego urodziła się w USA, w domu posługuje się zwykle innym językiem. Przy nauce zdalnej, dzieci te mają kontakt z angielskim ograniczony do samej lekcji. Pozostając w domu, posługują się głównie językiem rodziców.

Nauka języka na odległość jest mało efektywna.


Liczba dzieci, które angielskiego uczą się dopiero w szkole, w Stanach Zjednoczonych szybko rośnie. W roku 2000 było to 3,8 mln dzieci, a w 2016 już 5 mln. Obecnie jest to zapewne jeszcze większa grupa. Trzy czwarte stanowią dzieci latynoskie. Ich odsetek - bez względu na znajomość angielskiego - wśród wszystkich uczniów rośnie jeszcze szybciej. W 2000 roku stanowili 16% uczniów w amerykańskich szkołach, a w 2015 już 26%.

Czytaj także: Spory o płeć: ważniejsze jest odczucie czy płeć biologiczna?

Największy problem jest z dziećmi, które przybyły do USA w ostatnim roku. Niektóre z nich nie miały jeszcze okazji być w amerykańskiej szkole czy spotkać nauczycieli osobiście. Ich warunki mieszkaniowe dodatkowo utrudniają naukę zdalną, bo nowo przybyli często zatrzymują się u rodziny. Dla przybyszów z biednych krajów wyzwanie może też stanowić kontakt z komputerem czy tabletem. Nawet jeżeli otrzymają dostęp do takiego urządzenia, mogą mieć problem z jego obsługą.

Jeszcze inny problem pojawia się ze starszymi dziećmi-imigrantami. Nastolatkowie w ostatnim czasie często przybywają do USA bez rodziców czy opiekunów. Zatrzymują się u kuzynów lub znajomych, którzy wywierają na nich presję, aby partycypowali w kosztach mieszkania. Zresztą nawet rodzice chętnie wysyłają dzieci do pracy, aby w trudnych czasach wsparły domowy budżet.

W efekcie, nastoletni uczniowie często nie biorą udziału w szkolnych zajęciach lub robią to sporadycznie. Nauczyciele opowiadają o uczniach, którzy łączą się z nimi z pracy, np. w czasie przerwy na lunch. Wielu z nich odrabia potem lekcje i wykonuje zlecone zadania. Nauczyciele nie bardzo wiedzą, jak traktować takich uczniów, którzy "nie chodzą" do szkoły, bo nie otrzymują od władz systemowych wytycznych.

W przypadku nowo przybyłych imigrantów martwią się jednak, że odkładanie nauki języka może oznaczać kłopoty na całe życie. Szczególnie w przypadku starszych dzieci, które nie zdołają opanować poprawnej wymowy, stracić obcego akcentu i nigdy w pełni nie zasymilują się z amerykańskim społeczeństwem.

Czytaj także: Seksualne igraszki młodego kongresmana

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!