Hulaj dusza na Florydzie, epidemii nie ma

Dokładnie tak samo, jak rok temu, Floryda ma znowu problem z turystami. Chodzi przede wszystkim o młodych ludzi, przeważnie studentów, którzy na wiosnę mają przerwę w nauce. Doroczne ferie - po angielsku określane zwrotem spring break - na Florydzie są prawdziwym zlotem turystów w wieku 20-30 lat.

W tym roku, ze względu na epidemię, niektóre szkoły wyższe ograniczyły wiosenne ferie albo nawet je zlikwidowały. To jednak nie zmniejszyło liczby przyjezdnych na Florydzie. W wielu innych miejscach Ameryki, tradycyjnie odwiedzanych w czasie wiosennych ferii jest wyjątkowo zimno albo obowiązują epidemiczne restrykcje.

Tymczasem Floryda otworzyła bary i restauracje, nie ma też ogólnostanowego przepisu o noszeniu wszędzie maseczek. Po niezwykle trudnym roku dla wszystkich miejsc turystycznych, Floryda próbuje zacząć nadrabiać straty. Stąd liberalne podejście do zagrożenia, choć codziennie notuje się tu 4 tysiące nowych przypadków zakażenia wirusem Covid-19.

Czytaj także: Koszt utrzymania domu coraz wyższy

Do podróży zachęcają bardzo tanie bilety lotnicze. Ich cena wynika z problemów linii lotniczych, związanych z brakiem klientów w czasie epidemii. W miniony piątek, Transportation Safety Administration (TSA) - federalna agencja odpowiedzialna za bezpieczeństwo na lotniskach - podała, że skontrolowała 1,3 mln ludzi we wszystkich portach lotniczych. To największa jednodniowa liczba od marca ubiegłego roku, ale wciąż o 57% niższa od okresu przed epidemią.

Nawet w czasie epidemii Miami jest reklamowane jako miejsce do odwiedzenia.


Największą zachętą dla osób pragnących rozrywki w czasie spring break było jednak z pewnością złagodzenie restrykcji na Florydzie. W efekcie, w ostatni weekend przyjechały tu masy turystów. Najpopularniejsze miejsca to Miami, Fort Lauderdale, Fort Myers i Tampa. Administracja miasta Miami wydała 5 milionów dolarów na ogólnokrajową kampanię reklamową, mającą turystów przyciągnąć. To największa wydana suma na ten cel od 20 lat.

Czytaj także: Najprostszy test na wirusa i inne migawki z Zimowej Stolicy Polski

Inne spojrzenie na turystów ma burmistrz sąsiadującego z Miami miasta Miami Beach. Położony na wyspie kurort od tygodnia walczy z niesfornymi przyjezdnymi, którzy nie chcą się podporządkować żadnym zasadom. W ciągu ostatniego weekendu aresztowano tam ponad 100 osób. Do rozproszenia tłumów policja musiała użyć gazu pieprzowego, a dwóch funkcjonariuszy odniosło lekkie obrażenia.

W Miami Beach już przed weekendem nie było spokojnie. W ciągu pięciu dni roboczych poprzedniego tygodnia aresztowano 119 osób, w tym 42 za czyny uznane nie za zwykłe wykroczenie, ale za przestępstwo. Burmistrz miasta Dan Gelber ostrzega w związku z tym: "Jeżeli przyjeżdżasz, bo myślisz, że tu wszystko wolno, będziesz się źle bawił. Aresztujemy cię".

Czytaj także: Szczepionki działają i chronią przed rozprzestrzenianiem wirusa

W mieście obowiązuje stan wyjątkowy, w tym także godzina policyjna od północy. Zwiększono liczbę patroli i wprowadzono zakaz posiadania otwartego alkoholu w miejscach publicznych. Na plażach zmniejszono limit wpuszczanych osób. Miasto wprowadziło też obowiązek noszenia maseczek, ale ma problem z jego egzekwowaniem. Ogólnostanowe zarządzenie w tej sprawie w praktyce uniemożliwia karanie osób bez maseczek.

Tak wyglądała plaża w Miami Beach 13 marca 2021 r. Widać epidemię?


Eksperci obawiają się, że Floryda ponownie stanie się miejscem roznoszenia wirusa na cały kraj. A w marcu sytuacja w USA zaczęła się już poprawiać. Średnia liczba zakażeń z ostatnich 7 dni w całym kraju to 56 tysięcy. Tymczasem w lutym wynosiła średnio prawie 89 tysięcy, a w styczniu ponad 200 tysięcy.

Czytaj także: Kolejny pakiet stymulacyjny, pieniądze dla ludzi, podatki dla firm

W stanie Nowy Jork sytuacja poprawiła się w nieco mniejszym stopniu - z 8 tysięcy zakażeń dziennie w lutym do 7 tysięcy przez ostatni tydzień. W New Jersey wyniki się pogorszyły. W lutym średnia wynosiła 3300, natomiast w ciągu ostatnich 7 dni wzrosła do 3700 (w Polsce nastąpił gwałtowny wzrost zakażeń w analogicznym okresie - z 6900 do ponad 17 tysięcy).

Dobre wiadomości mają producenci szczepionek. Do końca marca mają zapewnić ich ilość wystarczającą do pełnego zaszczepienia 130 milionów Amerykanów. A do końca maja preparatów ma wystarczyć na zaszczepienie aż 300 milionów mieszkańców USA. W dystrybucji jest już szczepionka firmy Johnson & Johnson, która wymaga tylko jednorazowego zastrzyku.

W Stanach Zjednoczonych podano już łącznie 109 milionów szczepionek. Otrzymało je 71 milionów ludzi, z czego 38 milionów dostało obydwie wymagane dawki. Tempo szczepień ostatnio znacząco wzrosło. W ciągu ostatniego tygodnia podawano 2,43 mln dawek dziennie.

Do zaszczepienia 60% populacji - czyli 197 mln ludzi - należy podać jeszcze 285 mln dawek (potrzeba będzie ich mniej, jeżeli uwzglęnimy, że szczepionka firmy Johnson & Johnson wymaga tylko jednej dawki). Przy obecnym tempie potrzeba na to 117 dni, a więc niecałe 4 miesiące. Tempo musi więc wzrosnąć jeszcze bardziej, aby wypełnić obietnicę prezydenta Bidena, że do końca maja wszyscy chętni będą mogli się zaszczepić.

Czytaj także: Szczepionek coraz więcej, ale niechętnych szczepieniom wciąż jest dużo

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!