Dzień Niepodległości pełen krwi, także krwi dzieci

Dzień Niepodległości i cały miniony weekend trudno nazwać świątecznym. Amerykanie bawili się i celebrowali datę 4 lipca, ale po wydarzeniach w takich miastach jak Chicago, Atlanta czy Seattle pozostała długa lista osób rannych i zabitych.

Ofiary były przeważnie efektem strzelanin, ale w Seattle doszło w sobotę, 4 lipca, do wjechania w grupę protestujących samochodu. Czarnoskóry 27-letni Dawit Kelete wjechał na zamknięty odcinek autostrady I-5 i potrącił dwie białe kobiety. W wyniku uderzenia, 24 letnia kobieta zginęła, a 32-letnia została bardzo ciężko ranna. Nie wiadomo, co powodowało kierowcą, ale nie był on pod wpływem alkoholu ani środków odurzających.

Seattle od miesiąca jest miejscem ciągłych demonstracji, po śmierci czarnoskórego George'a Floyda, zabitego przez białego policjanta 25 maja w Minneapolis. Obszar w pobliżu stanowego Kapitolu został zabarykadowany przez demonstrantów i ogłoszony strefą o nazwie Capitol Hill Occupied Protest (CHOP).

Czytaj także: Chaos i zamieszki w Minneapolis

W strefie tej wygłaszano liczne przemówienia, dyskutowano o rasizmie, ale także zaczęło dochodzić do wandalizmu, kradzieży i rozbojów. Przed Świętem Niepodległości, burmistrz Seattle Jenny Durkan zarządziła likwidację strefy CHOP. Większość protestujących rozeszła się bez konfrontacji z policją, ale dokonano też 31 aresztowań.

Usunięcie demonstrujących zapowiedziała też burmistrz Atlanty Keisha Lance Bottoms. Weekend w tym mieście obfitował w strzelaniny i doszło do tragedii. W Atlancie protesty skoncentrowały się w okolicy restauracji Wendy's, gdzie 12 czerwca biały policjant zastrzelił czarnoskórego Raysharda Brooksa. Restauracja została spalona, a demonstranci tu również ustawili barykady, które jednak po pogrzebie Brooksa 23 czerwca zostały przez policję usunięte.

Czytaj także: Zamieszki w Atlancie po śmierci kolejnego Murzyna zastrzelonego przez białego policjanta

Ostatnio barykady pojawiły się jednak znowu. Gdy mężczyzna z kobietą i jej córką próbowali 4 lipca wjechać na parking w pobliżu spalonego Wendy's, drogę zagrodziła im grupa mężczyzn. Po pewnym czasie ich samochód został ostrzelany przez kogoś z tej grupy z broni palnej. Wiele kul trafiło w karoserię auta, a jedna trafiła siedzącą w nim czarnoskórą dziewczynkę. 8-letnie dziecko zmarło w szpitalu.

Strzelanin tego dnia było w Atlancie więcej. Na jednej z ulic duża grupa ludzi bawiła się oglądając sztuczne ognie. Około 1 w nocy, w pobliżu tego miejsca, samochód potrącił przechodnia. Wywiązała się bójka, która przerodziła się w strzelaninę. Postrzelonych zostało aż 14 osób, z czego dwie trafiły do szpitala w stanie krytycznym.

Mężczyzna i kobieta zostali postrzeleni w jeszcze innym miejscu Atlanty, gdzie grupa ludzi odpalała sztuczne ognie. A następnego dnia, w kolejnej strzelaninie zginął 53-letni mężczyzna. Oprócz niego, ranne zostały jeszcze dwie osoby.

Burmistrz Atlanty zapowiedziała zdecydowane działania policji. Na konferencji prasowej 5 lipca, czarnoskóra Keisha Lance Bottoms zwróciła się do protestujących: "Postrzeliliście i zabiliście dziecko. Dosyć tego". Przyznała, że większość demonstracji przebiega pokojowo, ale jednocześnie dochodzi do wielu przerażających incydentów. Pojawiła się nawet informacja, że w niedzielę miał być zaatkowany i zniszczony stanowy budynek Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego.

Czytaj także: Chaos i zamieszki w całym kraju

Najdłuższa liczba ofiar ostatniego weekendu dotyczy Chicago. Do najbardziej szkokującego zdarzenia doszło 4 lipca około 7 wieczorem. Do grupy dzieci bawiących się przed domem i rodzin im towarzyszących podjechał samochód. Kilku mężczyzn z auta otworzyło ogień, w wyniku czego trafiona w czoło została 7-letnia dziewczynka. W szpitalu orzeczono jej zgon.

Kilka godzin później do grupy bawiących się w innym miejscu ludzi zaczęło strzelać czterech mężczyzn. Śmiertelnie ranny został 14-letni chłopiec. Wśród czterech innych postrzelonych osób było jeszcze dwoje dzieci. Ranni zostali 11- i 15-letni chłopcy. W innej strzelaninie została też ranna 10-letnia dziewczynka, która nie była nawet na zewnątrz budynku. Stała w holu, a trafiła ją kula, która przeszyła drzwi wejściowe.

Licząc od piątku rano, przez cały weekend w Chicago postrzelone zostały aż 72 osoby. 15 z nich zginęło. Trzecie największe miasto Stanów Zjednoczonych jest świadkiem fali zabójstw od kilku lat. W poprzedni weekend ofiar śmiertelnych było 14, w tym 10-letnia dziewczynka i 20-miesięczny chłopczyk. Natomiast 31 maja doszło do 18 zabójstw, co było najwiekszą liczbą morderstw jednego dnia od 60 lat.

Czytaj także: Czy słowo "Murzyn" jest obraźliwe?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!