Debata prezydencka z nowymi zasadami

Dziś, tj. w czwartek 22 października, o godzinie 9 wieczorem, odbędzie się druga debata głównych kandydatów na prezydenta - Donalda Trumpa i Joe Bidena. Formalnie jest to trzecia debata, ale ta zaplanowana jako druga została odwołana. Miała odbyć się tydzień temu, ale w związku z tym, że prezydent Trump przeszedł zakażenie koronawirusem, Komisja Debat Prezydenckich zaproponowała spotkanie wirtualne. Na taki format nie zgodził się Donald Trump, w związku z czym debata nie odbyła się.

Trzecia debata ma być już z osobistym udziałem kandydatów. Podobnie jak na pierwszej debacie będą oni odsunięci od siebie dość daleko i nie będzie zwyczajowego uścisku dłoni. Również publiczność będzie ograniczona, do około 80-90 osób, podobnie jak na debacie 29 września.

Komisja zarządziła jednak pewne zmiany. Pierwsza debata była niezwykle chaotyczna, gdyż dyskutujący wciąż sobie przerywali i często mówili jednocześnie. Zarzuty te były kierowane szczególnie pod adresem prezydenta Trumpa. Sam Biden w czasie debaty zirytowany powiedział prezydentowi, żeby "się zamknął".

Czytaj także: Bezprecedensowy chaos zamiast prezydenckiej debaty

Dlatego teraz prowadzący będzie miał przycisk, którym będzie mógł wyłączyć mikrofon jednemu z debatujących. Ma go jednak ewentualnie używać tylko w czasie 2-minutowych wystąpień w czasie każdego z sześciu segmentów spotkania. W pozostałym czasie dyskusja ma być otwarta, ale Komisja Debat Prezydenckich apeluje, aby "kandydaci respektowali wzajemnie swój czas" wypowiedzi.

Scena drugiej debaty kandydatów na prezydenta.


Możliwość wyłączania mikrofonu w czasie debaty - w tym także urzędującemu prezydentowi - nigdy nie istniała. Donald Trump i jego sztab zaprotestowali przeciwko takiej opcji, ale mimo to potwierdzili udział prezydenta w debacie. Doradcy Trumpa mówią zresztą, że prezydent powinien dać więcej mówić Bidenowi, bo ma on problemy z koncentracją przy dłuższych wypowiedziach i łatwiej się skompromituje.

Nowy rygor wprowadzono także wobec zaproszonych gości. Wszyscy mają obowiązek noszenia maseczek przez całą debatę. Na pierwszej debacie, członkowie rodziny Donalda Trumpa zdjęli maseczki. Wszyscy uczestnicy debaty mieli być przetestowani na koronawirusa przed tym wydarzeniem.

Potem jednak okazało się, że doradczyni prezydenta Trumpa Hope Hicks, która również uczestniczyła w debacie, już następnego dnia miała objawy Covid-19 i wynik jej testu był pozytywny. Dwa dni po debacie koronawirus został potwierdzony także u Donalda Trumpa i jego żony Melanii. Teraz, osoby bez maseczek na debacie mają być z niej wypraszane.

Debata odbędzie się na uczelni Belmont University w Nashville, w stanie Tennessee. Prowadzić ją będzie Kristen Welker, która jest korespondentką telewizji NBC w Białym Domu. Prowadzi też program "Weekend Today". Donald Trump krytykuje ją jako "radykalną demokratkę", jak również krytykuje jej wybór tematów, na które toczyć się ma dyskusja. W 90-minutowej debacie będzie sześć segmentów 15-minutowych na następujące tematy: walka z epidemią koronawirusa, amerykańskie rodziny, sprawy rasowe w USA, zmiany klimatyczne, narodowe bezpieczeństwo, przywództwo.

Czytaj także: Amerykanie chcą pieniędzy a nie polityki

Dzisiejsza debata będzie niezwykła jeszcze pod jednym względem. Zwykle takie spotkania są dla kandydatów ostatnią szansą na poprawienie swoich notowań u wyborców. Na 12 dni przed wyborami żadne reklamy, wiece czy wywiady nie będą miały takiej siły jak bezpośrednie spotkanie oponentów. Debatę ma oglądać 70 milionów Amerykanów, a cała reszta narodu pewnie usłyszy komentarze na jej temat.

Ale w tym roku, wyjątkowo dużo osób głosuje przez pocztę. Jest to oczywiście związane z obawami przed zakażeniem, choć krytycy takiego sposobu głosowania dziwią się, dlaczego punkt wyborczy miałby być bardziej niebezpieczny np. od zwykłego sklepu. Niemniej, wielu wyborców skorzystało już z możliwości głosowania przez pocztę, możliwości która istnieje od dawna, ale nigdy nie była tak popularna.

Według US Elections Project, do środy 21 października zagłosowały już 42 miliony Amerykanów. Nie czekając na ostateczną debatę pomiędzy kandydatami. Sondaże pokazują, że zdecydowana większość wyborców ma już wyrobioną opinię. Tylko 5% mówi inaczej, a zaledwie 3% przyznaje, że może jeszcze zmienić zdanie. Ale kilka procent może być wystarczająco dużą grupą, aby przeważyć szalę zwycięstwa. Debata może się więc jednak okazać mimo wszystko bardzo ważna.

Czytaj także: Komu sprzyjają rządy prezydenta Trumpa?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!