Czy lenistwo może unieważnić wybory?

Na kilka tygodni przed wyborami niemal wszystkie wydarzenia są obecnie komentowane pod kątem polityki. W New Jersey, najprawdopodobniej zwykłe lenistwo w pracy stało się przyczyną politycznej dyskusji. Dyskusji tak ważnej, że sięgającej ewentualności uznania ważności wyborów. Rzecz dotyczy bowiem pracownika amerykańskiej poczty.

Ze względu na epidemię koronawirusa, w tym roku spodziewana jest bardzo duża liczba głosów oddanych przez pocztę. Budzi to spore kontrowersje, bo kontrola prawidłowości głosowania zdalnego jest znacznie trudniejsza. Prezydent Donald Trump zasugerował nawet, że nie uzna wyników wyborów, jeżeli stwierdzi zbyt duże nieprawidłowości w głosowaniu przez pocztę.

Takie nieprawidłowości z pewnością będą. Pokazuje to przykład z New Jersey, gdzie w kontenerze ze śmieciami znaleziono prawie dwa tysiące pocztowych przesyłek. Były wśród nich 99 karty do głosowania, adresowane do wyborców mieszkających w Essex County. Zamiast do wyborców, karty trafiły jednak do śmieci.

Czytaj także: Czy wirus wpłynie na wyborcze sondaże?

Odpowiedzialnego za to było dość łatwo znaleźć. Odnaleziona w kontenerze poczta miała być rozwieziona 28 września, 1 i 2 października. Trasę, z której pochodziła, obsługiwał w tych dniach tylko jeden listonosz. Był to młody mężczyzna, 26-letni Nicholas Beauchene, który od razu przyznał się do winy.

Prowadzący dochodzenie stwierdzili, że jego działanie nie było motywowane politycznie. Choć wśród wyrzuconej do śmieci poczty było także 276 ulotek wyborczych, polityków z miasta West Orange. Wygląda na to, że młody człowiek po prostu chciał sobie ułatwić pracę i przynajmniej części przesyłek nie dostarczył do adresatów.

Może go to drogo kosztować. Został zwolniony za kaucją w wysokości 25 tysięcy dolarów, ale stanie przed sądem. A kary za działania na szkodę amerykańskiej poczty są niezwykle poważne. Za samo utrudnianie jej doręczania można pójść na pół roku do więzienia. A za opóźnienie dostarczenia przesyłek, maksymalna kara to aż 5 lat pozbawienia wolności i 250 tysięcy dolarów grzywny.

Znaleziona w śmieciach poczta została ostatecznie dostarczona do adresatów. Ale zaginione przesyłki nie zawsze się odnajdują. Nie zawsze nawet wiadomo, że zaginęły. W przypadku wysyłanych głosów mogą się też nie odnaleźć na czas. A wyborcy mogą nigdy się nie dowiedzieć, że ich głos nie został policzony.

Czytaj także: Bezrobocie szczególnie dotyka ludzi przed emeryturą

Możliwe jest też celowe przechwytywanie poczty i fałszowanie kart wyborczych. Amerykańska poczta ma generalnie bardzo dobrą opinię i cieszy się ogromnym zaufaniem. Potencjalnych złodziei odstraszają zapewne wysokie kary.

Ale kradzieże przesyłek przecież się zdarzają. A dobrze zorganizowana grupa nie miałaby problemu z przechwyceniem kart wyborczych. Ciężarówki transportujące pocztę nie są jakoś szczególnie strzeżone, a ich kierowcy nie są nieprzekupni.

Oczywiście wpływanie na wynik wyborów wymagałoby szeroko zakrojonej akcji, co wydaje się nierealne. Nawet sfałszowanie wyników tylko w jednym stanie wymagałoby działań na dużą skalę i wtajemniczenie w to wielu ludzi. Ale przy wyrównanych wynikach, kwestia wiarygodności głosowania przez pocztę z pewnością będzie podnoszona. A przykłady listonoszy złapanych na lenistwie będą politycznym argumentem.

Czytaj także: Kto policzy głosy na prezydenta?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!