Czy Donald Trump ułaskawi samego siebie? - cz. 1/2

Formalnie proces wyborczy w USA jeszcze się nie zakończył, ale z policzonych głosów wynika, że wybory prezydenckie wygrał Joe Biden. A w każdym razie, że zdobędzie poparcie co najmiej 270 elektorów, a więc większości. Oczywiście Kolegium Elektorów musi jeszcze zagłosować zgodnie z wynikami wyborów. Głosowanie ma odbyć się w Waszyngtonie 14 grudnia, a prezydent zostanie zaprzysiężony 20 stycznia.

Donald Trump wciąż nie uznaje swojej przegranej, choć wydaje się, że nawet w procesach sądowych nie ma on już większych szans na zmianę wyników wyborów. Amerykańskie media coraz więcej poświęcają natomiast uwagi temu, co wydarzy się po zakończeniu kadencji prezydenta Trumpa. Chodzi o liczne procesy, a także dochodzenia, w których potencjalnie Donald Trump może się stać oskarżonym.

Procesy grożą też ludziom z jego otoczenia, w tym najbliższej rodzinie oraz jego osobistemu prawnikowi, którym jest obecnie Rudy Giuliani. Byłemu burmistrzowi Nowego Jorku nie postawiono żadnych zarzutów, ale toczy się śledztwo w sprawie jego działań na Ukrainie. Sprawdzane jest, czy nie złamał prawa dotyczącego lobbowania.

Czytaj także: Komu sprzyjają rządy prezydenta Trumpa?

Giuliani nie jest oskarżony, ale dziennikarze spekulują, że prezydent Trump, zanim jeszcze odejdzie ze stanowiska, może go ułaskawić. Amerykańska konstytucja daje bowiem możliwość zapomnienia komuś przestępstw, nawet jeżeli nie został on jeszcze za nie skazany czy nawet tylko oskarżony.

Prawnicy spierają się natomiast o to, czy Donald Trump jako prezydent może też ułaskawić samego siebie. Konstytucja w żaden sposób tego nie rozstrzyga. Przeciwnicy takiej ewentualności mówią, że byłoby to sprzeczne z naczelną zasadą, że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie.

Donald Trump ma inne zdanie i już w 2018 roku stwierdził, że ma "absolutne prawo" ułaskawić samego siebie. Żaden z prezydentów nigdy tego nie próbował, więc trudno powiedzieć, jak do tej sprawy odniosłyby się sądy.

Prawnicy zwracają jednak uwagę, że sądy niekoniecznie miałyby w ogóle coś do powiedzenia. Mogą one bowiem wydawać wyroki tylko w sprawach, które trafiły na wokandę. W sytuacji, gdy prezydent ułaskawia się w sprawach, w których nie postawiono mu jeszcze zarzutów, sądy nie mają o czym orzekać. Akt ułaskawienia nie podlega też żadnej weryfikacji przez jakiekolwiek inne ciało. Prezydent nie musi nawet uzasadniać swojej decyzji.

Czytaj także: Amerykanie chcą pieniędzy a nie polityki

Jest jeszcze jedna możliwość, która prawnie wydaje się być możliwa, choć z pewnością wzbudziłaby też kontrowersje. Przedstawił ją już w 1974 roku Departament Sprawiedliwości, wobec zarzutów stawianych ówczesnemu prezydentowi Richardowi Nixonowi.

Powołując się na 25. Poprawkę do Konstytucji prezydent może tymczasowo ustąpić ze stanowiska. Jego obowiązki - a także prawa - przejmuje wówczas wiceprezydent. Może on ułaskawić prezydenta, po czym znów przekazać mu władzę. Nixon nie skorzystał z tej drogi, gdyż i tak czekał go niemal pewny impeachment. Ułaskawił go jednak jego następca, Gerald Ford.

Donald Trump raczej nie może liczyć na ułaskawienie przez Joe Bidena. Nie wiadomo też, czy wiceprezydent Mike Pence zgodziłby się na taką kontrowersyjną procedurę. Ma dopiero 61 lat i zapewne chciałby kontynuować karierę polityczną.

O ułaskawianiu rodziny i dlaczego ułaskawienie nie ochroni Trumpa czytaj w dokończeniu: Czy Donald Trump ułaskawi samego siebie? - cz. 2/2

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!