Co się dzeje w amerykańskich szkołach?

Problemy w amerykańskich szkołach są częstym tematem w mediach, również w "abecadle" piszemy o nich co pewien czas. Dziś kolejna porcja wiadomości z ostatniego okresu, pokazujących, co dzieje się w szkołach publicznych i prywatnych, podstawowych i licealnych. Na szczęście nie chodzi o kolejne strzelaniny. Wybraliśmy trzy informacje, które jednak zadziwiają.

Pierwsza dotyczy szkoły podstawowej w mieście Santa Ana, w Kalifornii. To kolejny przypadek molestowania seksualnego uczennic przez ich nauczyciela. Tym razem różnica wieku między molestującym, a jego ofiarami była rekordowa, bo wynosiła 60 lat.

Nauczyciel Peter Morales, pracujący już tylko na zastępstwa, ma 69 lat. Na obmacywanie poskarżyły się natomiast 8- i 9-letnie dziewczynki. Były to cztery uczennice, które doświadczyły tego w niezależnych sytuacjach, czasie i miejscu. Wszystkie powiedziały jednak innym nauczycielom o tym samym.

Przypadek jest tym bardziej szokujący, że Morales był nauczycielem w Santa Ana od 18 lat. Powstaje więc pytanie, czy nie dopuszczał się podobnych czynów w przeszłości i pozostawało to niezauważone lub ignorowane. Trudno bowiem uwierzyć, że pedofilskich skłonności nabrał nagle w wieku 69 lat.

Szkoły w USA nie spełniają oczekiwań na miarę XXI wieku.


Kolejny incydent dotyczy high school w Los Angeles i kwestii rasowych. Jedna z czarnoskórych uczennic poskarżyła się rodzicom na treść zaproszenia na bal uczniów kończących szkołę (prom). Użyty na nim zwrot nie jest bynajmniej niewłaściwy, a nawet bazuje na dość powszechnym zwrocie. Brzmiał następująco: "If you went to prom with me, it would take my breath away", co można przetłumaczyć: "Jeżeli poszłabyś ze mną na bal, odebrałoby mi dech w piersiach".

Zaproszenie było jednak okraszone fotografią George'a Floyda. Ten czarnoskóry mężczyzna został zabity w Minneapolis w 2020 roku przez policjanta podczas aresztowania. Przyczyną zgonu było uduszenie, gdyż policjant przyciskał jego szyję kolanem przez dziewięć minut. W tym kontekście powiedzenie użyte na zaproszeniu jest kpiną z jego śmierci.

Trzeci incydent wydarzył się w prywatnej szkole w Michigan. To renomowana Roeper School, obejmująca edukację od wczesnoprzedszkolnej do zakończenia high school. Roczne czesne dla 2,5-rocznych dzieci w programie całodziennym zaczyna się od 9 tysięcy dolarów. Za ucznia w pierwszej klasie trzeba już zapłacić 24.580 dolarów, a ucznia high school 32.530 dolarów rocznie.

Przy takich opłatach można z pewnością oczekiwać bardzo wysokiego poziomu nauczania. Tymczasem jedna z lekcji biologii wzbudziła oburzenie. Nauczycielka przedstawiła uczniom zestaw fotografii różnych zwierząt i poleciła wskazać na niej ssaki z rzędu naczelnych. Zadanie wydaje się być dość typowe, ale uczniowie wyrazili zdziwienie, że wśród małp i innych zwierząt dostrzegli fotografię... prezydenta Baracka Obamy.

Szkoła zawiesiła nauczycielkę bezterminowo i nazwała jej zachowanie "wstrząsającą rasową zniewagą". Sama nauczycielka również dokonała samokrytyki stwierdzając, że popełniła błąd. Okazało się jednak, że popełniła go sugerując się wyższym autorytetem.

Posłużyła się bowiem zestawem fotografii, który w celach dydaktycznych został udostępniony przez... Duke University. To jedna z najbardziej renomowanych uczelni w USA, znajdująca się w Karolinie Północnej. Roczne czesne wynosi w niej 56 tysięcy dolarów, a wraz z opłatami za akademik nauka kosztuje 77 tysięcy dolarów. Przy takich opłatach można z pewnością oczekiwać bardzo wysokiego poziomu nauczania.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!