Ceny rosną, chociaż nie zawsze to widzimy

Ceny towarów w ostatnich miesiącach bardzo wzrosły. Inflacja w kwietniu wyniosła 4,2%, a w maju aż 5,0%. Dziennik "The Washington Post" opisał zjawisko, które pojawiło się w związku z rosnącą inflacją. Producenci dóbr konsumenckich mają coraz większe koszty, ale nie chcą podwyższać cen swoich produktów. Każda podwyżka może bowiem skłonić klienta do poszukania innego produktu.

Bronią się przed zmianą ceny towaru, który jest już rozpoznawalny na sklepowej półce i klienci przyzwyczaili się do kupowania go za określoną kwotę. Chcąc jednak dalej na nim zarabiać, a przy wyższych kosztach własnych muszą coś zmienić. I zmieniają, ale nie jest to cena.

Popularnym zabiegiem w takiej sytuacji jest zmniejszenie ilości towaru zawartego w opakowaniu. Pudełko może wyglądać identycznie, mieć te same rozmiary, ale waga towaru netto jest mniejsza. Klient najczęściej nie zwróci na to uwagi, jeżeli cena znanego mu opakowania nie zmieniła się.

Czytaj także: Biliony dolarów deficytu, wydatków, dochodów państwa i... przyrostu wartości domów

Eksperci cytowani przez "Washington Post" mówią, że takie sztuczki producentów nie są wcale zjawiskiem nowym. Mają nawet nieformalną nazwę "shrinkflation", utworzoną od słów "shrink" (kurczyć) oraz "inflation" (inflacja). Takie metody nasilają się w czasach kryzysowych, ale eksperci podkreślają, że jeszcze nigdy nie były tak powszechne.

Na stronie internetowej Wallmartu łatwo znaleźć cenę papierowych ręczników. Ale trzeba powiększyć obraz, aby sprawdzić, ile ich za tę cenę dostaniemy.


Eksperci od marketingu tłumaczą, że producenci wykorzystują fakt, iż klienci nie do końca zachowują się racjonalnie. Prawie zawsze sprawdzają cenę, a prawie nigdy nie sprawdzają wagi lub objętości towaru. Są wyczuleni tylko na jedną liczbę, drugą niemal ignorując. Paradoksalnie, wagę czy objętość znacznie łatwiej sprawdzić, gdyż jest ona zawsze podana na opakowaniu. Ceny mocowane są do sklepowej półki i nierzadko wskazują na niewłaściwy produkt.

Czytaj także: Epidemia wywołała ogromne zainteresowanie domami wakacyjnymi

Zmiana wagi netto dość łatwo niweluje producentowi wpływ inflacji. Firma Hershey's zmniejszyła w 2019 roku 18-uncjowe opakowanie swoich czekoladek Kisses o prawie 2 uncje, pozostawiając tę samą cenę. Ubytek 2 uncji wydaje się niewielki, ale cena jednostkowa czekoladek wzrasta w ten sposób aż o 12,5%.

Jak łatwo dać się zmylić takim podwyżkom, pokazuje inny przykład podany przez "Washington Post". Walmart pozostał przy cenie ręczników papierowych 14,97 za 12 rolek, ale zmniejszył liczbę odrywanych kawałków w każdej rolce ze 168 do 120. Nawet dziennikarze opisujący problem nie doszacowali w tym przypadku podwyżki. Stwierdzili bowiem, że zmiana w produkcie to "niemal 30%". Dokładnie wyliczając, ubytek 48 kawałków to zmniejszenie ich liczby o 28,6%. Ale klienta interesuje przecież cena tej samej ilości papieru. A ta zwiększyła się aż o... 40%.

Czytaj także: Mieszkańcy New Jersey i Nowego Jorku uciekają przed podatkami

W niektórych przypadkach podwyżki są oczywiste i trudno je zakamuflować. Najlepszym przykładem jest benzyna, której cena podawana jest zawsze za galon. Piwo sprzedawane jest zwykle w zestawie po 6 butelek 12-uncjowych, więc ewentualna zmiana też byłaby łatwo zauważalna. Sieć sklepów Costco wciąż broni się przed zmianami dotyczącymi niektórych sztandarowych produktów. Zestaw 40 butelek wody kosztuje wciąż 2,99, bo zmiana którejkolwiek z tych liczb będzie przez klientów od razu dostrzeżona.

Wiele osób zna cenę swojego ulubionego produktu. Ale ile osób zna wagę netto kupowanego pudełka?


Porównywanie cen przeważnie nie jest jednak łatwe. Większość klientów twierdzi, że to robi, ale eksperci od marketingu uśmiechają się na takie zapewnienia. Tłumaczą, że ludzie zwykle wiedzą, ile kosztuje pudełko ich ulubionych płatków śniadaniowych, kawy czy lodów. Ale na pytanie o wagę netto tych produktów, prawie nikt nie umie odpowiedzieć. Dlatego zmniejszaniem tej wagi producenci radzą sobie z koniecznością podwyżek. Po pewnym czasie mogą powrócić do większej wagi opakowania, proporcjonalnie zwiększając jego cenę, albo najlepiej wprowadzając zupełnie nowe opakowanie.

Czytaj także: Pracownik z góry skazany na wyrzucenie z pracy

"The Washington Post" przytacza też ciekawe sposoby tłumaczenia przez producentów zmniejszania wagi netto. Producent jedzenia dla kotów Royal Canin powiedział dziennikarzom, że zrobił to, aby "sprostać bezprecedensowemu popytowi" w czasie pandemii. Tłumaczył też, że różnica jest niewielka i "rzadko wpływa na liczbę puszek dawanych kotu do zjedzenia". Innymi słowy, kot może jeść trochę mniej.

Walmart usprawiedliwił zmniejszenie liczby papierowych ręczników w opakowaniu "ulepszeniem produktu" (upgrade), nie tłumacząc jednak na czym ono polega. A Hershey's stwierdził wręcz, że zmniejszył liczbę czekoladek pod wpływem uwag klientów. Chcieli oni ponoć innego opakowania słodkości, a po dokonanej zmianie okazało się, że w nowym opakowaniu czekoladek mieści się mniej.

Oczywiście shrinkflation to niejedyny sposób na ukrywanie wysokich cen. Inną metodą jest sprzedaż w nietypowych porcjach, zwykle mniejszych. Na przykład drogie marki piwa mogą być pakowane po 4, a nie po 6 butelek. Wędzony łosoś może być sprzedawany na ćwiartki funta, a nie na funty. Cena 9 dolarów za taką ćwiartkę jest łatwiejsza do przyjęcia niż 36 dolarów za funta.

Czytaj także: Zamiast iść do pracy, Amerykanie otwierają własne biznesy

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!