Bezprecedensowy chaos zamiast prezydenckiej debaty - cz. 1/2

We wtorek, 29 września, odbyła się pierwsza debata pomiędzy kandydatami w wyborach prezydenckich. Donald Trump i Joe Biden spotkali się w Cleveland, w stanie Ohio, a dyskusję prowadził Chris Wallace z telewizji Fox News. Kto jej nie oglądał, niewiele stracił. Przynajmniej z merytorycznego punktu widzenia.

Debata była niezwykle chaotyczna, pełna personalnych złośliwości, a nawet ostrzejszych zwrotów. Co najgorsze, dyskutanci wciąż sobie przerywali i często mówili jednocześnie. Moderator nie mógł chwilami przywołać ich do porządku. "Panowie! Nie chcę podnosić głosu, ale czemu mam być inny niż wy dwaj?!" - zakrzyknął w pewnym momencie Chris Wallace.

Spotkanie polityków nie rozpoczęło się od tradycyjnego uścisku dłoni, nie było go też na końcu. Jako powód podano higienę wymuszoną epidemią koronawirusa. Ale w trakcie programu Donald Trump ujawnił, że wszyscy jego uczestnicy byli wcześniej zbadani pod kątem zarażenia.

Czytaj także: Nosić maseczki czy nie?

Nie było też dużej publiczności. Tylko rodziny, zaproszeni goście i najbliżsi współpracownicy. To akurat dobrze, bo ewentualne reakcje widzów mogły tylko spotęgować chaos.

Dobrze widoczna była taktyka, jaką przyjęli obydwaj kandydaci. Trump wciąż przerywał wypowiedzi oponenta, chcąc go zbić z tropu. Biden znany jest z tego, że przemawia zwykle używając pomocy - telepromptera, notatek czy nawet słuchawki w uchu. Tym razem mówił dość sprawnie i nawet odpowiadał na zaczepki Trumpa, wracając po chwili do tematu swojej wypowiedzi.

Kilka razy zgubił jednak wątek, a raz - w początkowej fazie debaty - zdenerwował się nawet tak, że powiedział do prezydenta: "Zamkniesz się, człowieku? (Will you shut up, man?)".

Taktyka Bidena była jeszcze bardziej widoczna. Ignorował Trumpa, w ogóle na niego nie patrząc. Często natomiast patrzył prosto w kamerę, szczególnie gdy zwracał się wprost do widzów. Mówił wtedy na przykład, że Trump "nie chce rozmawiać o tym, czego wy potrzebujecie - wy, Amerykanie. A to jest o was" - przekonywał widzów patrząc prosto w obiektyw.

Czytaj także: Bezrobocie szczególnie dotyka ludzi przed emeryturą

Rzeczowej dyskusji praktycznie zabrakło. Obydwaj kandydaci koncentrowali się na stawianiu zarzutów adwersarzowi i zaprzeczaniu jego zarzutom. Stałe przerywanie sobie i mówienie przez nich jednocześnie było wręcz męczące do oglądania.

Co ciekawe, telewizja CBS podliczyła, że Trump przerywał Bidenowi aż 73 razy. Ale podała także, że w półtoragodzinnym programie Biden miał głos przez 43 minuty, a Trump tylko przez 38 minut. To podliczenie nie było z pewnością łatwe, bo obaj często mówili w tym samym czasie. Może dlatego różne źródła podają różne liczby.

Debata podzielona była na sześć 15-minutowych segmentów, które dotyczyły różnych tematów. Były to: dorobek obydwu polityków (Trumpa jako prezydenta, Bidena jako wiceprezydenta w administracji Baracka Obamy), nominacja nowej sędzi do Sądu Najwyższego USA, epidemia koronawirusa, gospodarka, sprawy rasowe i zamieszki w amerykańskich miastach, proces wyborczy w okresie epidemii.

O przebiegu dyskusji na poszczególne tematy czytaj w drugiej części artykułu: Bezprecedensowy chaos zamiast prezydenckiej debaty - cz. 2/2

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!