Amerykanie chcą uciekać z dużych miast

Jedną z reakcji na pandemię koronawirusa okazała się chęć przeprowadzki w mniej zurbanizowane rejony Ameryki. Pokazało to badanie firmy Harris na temat planów zmiany miejsca zamieszkania. Aż 39% rezydentów dużych miast, pod wpływem nowej sytuacji, zaczęło myśleć o przeniesieniu się w mniej zaludnione miejsce.

Czytaj także: Bezrobocie trochę spadło, ale nie w okolicach Nowego Jorku

O tym, że są to poważne zamiary, świadczą jeszcze inne dane. Strony internetowe z ofertami nieruchomości na sprzedaż lub do wynajęcia odwiedza obecnie dwa razy więcej rezydentów dużych miast niż pozostałych rejonów. Aż 43% z nich wchodziło ostatnio na takie strony. Wśród mieszkańców przedmieść było to 26%, a wśród mieszkańców wsi tylko 21%.

Mało zaludniony rejon może wydawać się bezpieczniejszy, jeżeli chodzi o ryzyko zakażenia. Ale mieszkańcy wsi wcale nie są pozbawieni obaw pod tym względem. Aż 77% z nich jest zaniepokojonych lub bardzo zaniepokojonych groźbą zarażenia się koronawirusem.

Badanie pokazało też dość niezwykły fakt, kto w największym stopniu zaczął myśleć o ucieczce przed wirusem w mało zaludnione rejony. Okazało się, że jest to grupa najmłodszych dorosłych, tzn. w wieku od 18 do 34 lat. Tradycyjnie, młodzi ludzie chętniej mieszkają w zurbanizowanych rejonach. Wykazują też mniejsze obawy o zakażenie koronawirusem.

Eksperci rynku nieruchomości podkreślają, że trend przenoszenia się do mniejszych miast był widoczny już przed pandemią. Po napływie Amerykanów do dużych miast we wczesnych latach 2010-tych, nastąpił odwrót. W ciągu ostatnich czterech lat, miasta powyżej 1 miliona mieszkańców zaczęły rosnąć wyraźnie wolniej. Eksperci uważają, że pandemia nasili ten trend.

Czytaj także: Zarobić na epidemii, zarobić na szczepionce

Pomoże w tym zapewne rozpowszechnienie się pracy zdalnej. Zyskiwała ona na popularności już od kilkunastu lat. Ale teraz jej zastosowanie znacznie przyspieszyło, co wymusiła pandemia. Z drugiej strony, migrację ludności może ograniczyć kryzys. Przy wysokim bezrobociu i niepewności ekonomicznej zapewne będzie mniej chętnych do kupna domu.

Ruch na rynku nieruchomości na wiosnę zdecydowanie się zmniejszył, choć właśnie ta pora roku to tradycyjnie początek sezonu. Mniejszy ruch początkowo wynikał głównie z ograniczeń dotyczących poruszania się i prowadzenia biznesu. Agenci nieruchomości nie byli w stanie pokazywać domów wystawionych na sprzedaż. Dlatego liczba takich domów znacznie zmalała - na początku kwietnia była aż o 27% mniejsza niż rok temu.

Czytaj także: Gigantyczne załamanie amerykańskiej gospodarki

Niezależnie od późniejszego rozluźnienia restrykcji nasiliło się wirtualne pokazywanie domów na sprzedaż. W internecie przedstawiane są fotografie i nagrania wideo, co nawet w normalnych warunkach, przed epidemią, zyskiwało popularność. Ale w marcu oglądało je już o połowę więcej ludzi niż miesiąc wcześniej. A sprzedający domy przygotowali takich takich pokazów aż 5-krotnie więcej niż miesiąc wcześniej.

Żadne ograniczenia nie zatrzymają chętnych do kupna domu. Szczególnie, że stopy procentowe są rekordowo niskie. Dane opublikowane w czwartek, 13 sierpnia, pokazują, że pożyczki na 30 lat udzielane są obecnie średnio na 2,96%. A pożyczki 15-letnie na 2,46%. Eksperci przewidują więc, że odpływ ludzi z dużych miast będzie się utrzymywał, przynajmniej do końca epidemii.

Czytaj także: Dokąd chcą przed wirusem uciekać najbogatsi?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!