W zagrożenie nie wszyscy wierzą. Część 1/3

Amerykańskie środowisko medyczne jest coraz bardziej podzielone w kwestii metod, jakie podjęto w walce z koronawirusem. Żaden z krytykujących działania władz lekarzy nie bagatelizuje zagrożenia dla zdrowia, przyznając, że COVID-19 jest niebezpieczny i może zabić. Jednak pojawiają się pytania, czy przymusowe zamykanie biznesów i ludzi w domach nie przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Wiele wątpliwości wzbudza metodologia szacowania wskaźnika śmiertelności na koronawirusa, w odniesieniu do populacji USA. Sporo krytycznych uwag pada pod adresem doktora Anthony Fauci, wieloletniego dyrektora National Institute of Allergy and Infectious Diseases, który znany jest z wielu wypowiedzi na konferencjach prasowych Białego Domu w sprawie walki z koronawirusem.

Na początku marca doktor Fauci twierdził, że śmiertelność koronawirusa jest co najmniej 10-krotnie większa niż zwykłej grypy. Śmiertelność sezonowej grypy wynosi 0,1% więc przyjęto, że w przypadku COVID-19 należy przygotować się na śmiertelność wynoszącą co najmniej 1%. Z kolei według organizacji WHO śmiertelność COVID-19 wynosi od 2% do 4%.

Zakładając, że koronawirusem zainfekowanych zostanie 100 milionów Amerykanów, ofiar śmiertelnych wirusa może być od 2 do 4 milionów osób w USA. Takie liczby wymieniał doktor Fauci na jednej z marcowych konferencji prasowych, przedstawiając je jako najczarniejszy scenariusz. Fauci podawał też mniejsze liczby, od 100 do 240 tysięcy ofiar śmiertelnych koronawirusa w USA jako wariant optymistyczny.

Z tymi szacunkami nie zgadza się doktor Jay Bhattacharya, który jest wykładowcą medycyny na Stanford University. Swoje wątpliwości zawarł w artykule opublikowanym już 24 marca br. w dzienniku "Wall Street Journal".

Doktor Bhattacharya uważa, że obowiązujące obecnie w USA bezprecedensowe środki zapobiegawcze w postaci zamykania biznesów i ograniczenia w poruszania się mieszkańców wprowadzono na wątpliwych przesłankach, że ilość ofiar śmiertelnych liczona będzie w milionach. To założenie jest obarczone dużym błędem, gdyż - jego zdaniem - dokonano ekstrapolacji danych z niewłaściwej grupy osób. Wskaźnik śmiertelności podawany przez WHO i służbę zdrowia odnosi się do osób, u których zdiagnozowano objawy COVID-19 po poddaniu ich odpowiednim testom. Nie wzięto jednak po uwagę osób, które mają koronawirusa, ale nie mają objawów choroby.

Czytaj dalej:

W zagrożenie nie wszyscy wierzą. Część 2/3

Według WHO, śmiertelność COVID-19 wynosi od 2% do 4%.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!