Wszystkie pieniądze prezydenta

Prezydent Stanów Zjednoczonych ma niewątpliwie potężną władzę. Ale pensja, którą dostaje za wykonywanie swojej pracy, nie jest już tak potężna. Choć jest kilkukrotnie wyższa niż pensja przeciętnego Amerykanina, pracownicy sektora prywatnego potrafią zarabiać więcej. Prezydent USA ma stałą pensję 400 tysięcy dolarów rocznie.

Nie była ona zmieniana od 2000 roku, gdy o 100% podwyższył ją Bill Clinton. On sam zarabiał 200 tysięcy rocznie (w latach 1949-69 pensja prezydenta wynosiła 100 tysięcy, potem 200 tysięcy), ale dla następnych prezydentów stawka została dwukrotnie podniesiona. Jako pierwszy skorzystał z tego George W. Bush.

Oczywiście kwota 400 tysięcy dolarów jest bardzo duża. Ale w porównaniu do budżetu USA stanowi zaledwie jedną 12-milionową część. Szefowie dużych firm, zarządzający znacznie mniejszym budżetem, mają podobne pensje. A w niektórych przypadkach, ich roczne zarobki są liczone nawet w milionach dolarów.

Przeliczając pensję amerykańskiego prezydenta na polskie warunki, porównujemy ją z polskim budżetem. Dzielimy więc kwotę polskiego budżetu na 12 milionów. Otrzymujemy pensję w wysokości 40 tysięcy złotych. To zaledwie nieco ponad 3300 złotych miesięcznie. Prezydent Andrzej Duda zarabiał w ostatnich miesiącach 20 tysięcy złotych miesięcznie (kwota nie jest stała, gdyż zależy od różnych dodatków, jak np. za wysługę lat).

Amerykański prezydent otrzymuje pewne dodatki na konkretne cele. Na podróże ma roczny budżet w wysokości 100 tysięcy dolarów, kieszonkowe na różne wydatki 50 tysięcy oraz 19 tysięcy na... rozrywkę. Darmowe ma oczywiście mieszkanie w Białym Domu. Nie musi płacić rachunków za prąd czy gaz. Nie jest jednak tak, że nie ma żadnych wydatków na życie.

O pieniądze prezydent Joe Biden nie musi się martwić.


Zobowiązania do płacenia rachunków przez prezydenta są dość specyficznie skonstruowane. W Białym Domu pracuje na przykład wykwalifikowany kucharz, który przygotowuje posiłki dla całej prezydenckiej rodziny. Jego pensję pokrywa państwo. Ale za wszystkie zakupy spożywcze płaci już prezydent. Opłaca też szereg innych zwykłych wydatków, jak na przykład worki na śmiecie czy papier toaletowy.

Generalnie wydatki na mieszkanie pokrywa więc prezydent. Na urządzenie się i ewentualne zmiany jego wyposażenia czy dekoracji dostaje jednorazowo 100 tysięcy dolarów. To dużo, ale trzeba pamiętać, że do zwykłego powieszenia obrazu trzeba wynająć renomowaną firmę. Budżet 100 tysięcy był niejednokrotnie przekraczany.

Prezydent pokrywa także z własnej kieszeni wiele kosztów reprezentacyjnych. Imprez państwowych to nie dotyczy, ale gdy na przykład w Białym Domu urządza swoje urodziny, które w praktyce są także wydarzeniem oficjalnym, za ich obsługę płaci sam. Podobnie jak za prezenty, które daje przywódcom innych państw, z którymi się spotyka.

Do kosztów reprezentacyjnych można też zaliczyć ubrania. Prezydent musi na własny koszt je kupować, a także płacić za ich czyszczenie. To duży wydatek szczególnie dla Pierwszej Damy. Laura Bush, żona prezydenta George'a Busha, napisała w swojej książce, że była wprost zaszokowana kosztem ubierania się, jaki musiała ponosić. Musiała bowiem zmieniać stroje na każdą okazję, a oczekiwano od niej, że będą one pochodzić od znanych projektantów mody.

W tym pokoju rodzina prezydenta spożywa posiłki. Państwo funduje im kucharza, ale za produkty muszą płacić sami.


Finanse prezydenta mogą więc być w czasie kadencji mocno nadszarpnięte, pomimo wysokiej pensji. Bill Clinton opuszczał Biały Dom po ośmiu latach z długami. Według różnych źródeł wynosiły one od 2,3 do 10,6 mln dolarów. Do ich powstania mogły się jednak przyczynić w dużym stopniu rachunki za prawników, które prezydent też musi regulować samodzielnie. Bill

Clinton miał poważne problemy w wyniku jego związków pozamałżeńskich, a w Izbie Reprezentantów przeprowadzono wobec niego procedurę impeachmentu. Proces w Senacie nie zakończył się jednak skazaniem i Clinton nie został usunięty ze stanowiska prezydenta.

Clinton zapewne spłacił długi, bo prezydent po zakończeniu kadencji ma możliwości wysokich zarobków. Otrzymuje dożywotnio pensję równą Sekretarzom (odpowiednicy ministrów) stojących na czele departamentów. W ubiegłym roku było to 210.700 dolarów rocznie.

To jednak tylko mały ułamek wszystkich dochodów. Barack Obama jako były prezydent udziela wykładów za które dostaje po... 400 tysięcy dolarów. Tak, to nie pomyłka - tyle, ile za cały rok pracy w Białym Domu. A to dopiero początek. Za wydanie wspomnień jego i jego żony Michelle, ma otrzymać 65 milionów dolarów. Podpisał też wieloletni kontrakt z Netflixem na nieznaną kwotę.

Prezydent Joe Biden nie musi więc martwić się o pieniądze, tym bardziej, że już dziś jest bogatym człowiekiem. Jego majątek jest wyceniany na 9 milionów dolarów. On też zaczął zarabiać duże pieniądze dopiero po zakończeniu w 2017 roku 8-letniej kadencji wiceprezydenta. W 2017 roku na wspólnym rozliczeniu z żoną wykazał 11 milionów, a rok później 4,6 miliona. W dużym stopniu pieniądze pochodzą z kontraktu na 8 milionów dolarów na trzy książki.

Wcześniej nie zarabiał mało, ale były to tylko tysiące. Jego roczna pensja jednak stale rosła, gdy przez 36 lat piastował funkcję senatora reprezentującego stan Delaware. Od 44.600 dolarów w 1973 roku do 169.300 dolarów w 2009 roku, gdy został wiceprezydentem. Na tym stanowisku zarobił najwięcej 230.700 dolarów. Teraz dostanie 400 tysięcy i perespektywę milionów za kolejne książki, wykłady i filmy.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!