Wielka reforma imigracyjna tuż po zaprzysiężeniu Joe Bidena na prezydenta

Zmiana prezydenta oznacza zwykle zmianę polityki, szczególnie gdy jest on z innej partii niż poprzednik. W przypadku zmiany Donalda Trumpa na Joe Bidena oczekuje się bardzo radykalnej zmiany polityki. I to praktycznie w każdym jej obszarze. Największy nacisk wydaje się być jednak położony na politykę imigracyjną. Bo to jej właśnie dotyczyć będzie pierwsza ustawa, którą Joe Biden ma przesłać do Kongresu. Zrobić ma to już w dniu zaprzysiężenia go na prezydenta.

Ustawa ma być największą reformą imigracyjną od 1986 roku, gdy prezydent Ronald Reagan dał możliwość otrzymania pozwolenia na stały pobyt 3 milionom imigrantów przebywających w USA nielegalnie. Obecnie takich imgrantów jest w USA około 10,5 mln, jak ocenia organizacja Pew. Według Homeland Security Department, prawie 80% z nich, mieszka tu ponad 10 lat.

Według nieoficjalnych informacji, projekt ustawy przewiduje możliwość zalegalizowania pobytu w ciągu pięciu lat. Po tym okresie imigrant będzie mógł otrzymać zieloną kartę, a po następnych trzech latach starać się o przyznanie obywatelstwa. A więc w ciągu zaledwie ośmiu lat, dzisiejszy nielegalny imigrant będzie mógł zostać pełnoprawnym obywatelem USA.

Czytaj także: Usuwanie ze stanowiska prezydenta, który nie będzie już prezydentem

Taka możliwość ma dotyczyć wszystkich nielegalnych imigrantów, którzy przebywali w Stanach Zjednoczonych w dniu 1 stycznia 2021 roku. Oczywiście będą oni podlegać standardowej kontroli przeszłości kryminalnej, rzetelności w płaceniu podatków i innym wymogom. Szczegółowe wymagania będą zapewne dopracowywane w czasie dyskusji nad projektem prezydenta w Kongresie. Pewne ułatwienia są proponowane wobec osób pracujących w rolnictwie.

Joe Biden chce przeprowadzić największą od 35 lat reformę imigracyjną.


Jeszcze szybsza droga do amerykańskiego obywatelstwa ma czekać na osoby mające tymczasowy status ochronny (Temporary Protected Status - TPS) oraz uczestników programu Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA). To program, który chroni przed deportacją osoby, które przybyły do USA jako dzieci i tu się wychowały, ale wciąż sa nielegalnie.

Czytaj także: Imigrant w amerykańskiej telewizji

Prezydent Donald Trump usiłował - nieskutecznie - zlikwidować ten program, wprowadzony przez prezydenta Baracka Obamę. Joe Biden zamierza go teraz przedłużyć o 4 lata. Kamala Harris, wybrana na funkcję wiceprezydenta, powiedziała w wywiadzie, że beneficjenci TPS oraz DACA mają otrzymywać zieloną kartę wręcz "automatycznie". Zapowiedziała też zwiększenie liczby sędziów imigracyjnych, aby skrócić kolejki do rozstrzygania spraw.

W reformie imigracyjnej nie przewiduje się ponoć żadnych nowych programów dla pracowników z zagranicy czy nowych rodzajów wiz. Oczekiwane są jednak pewne zmiany wprowadzane przez nowego prezydenta za pomocą zarządzeń wykonawczych. Jednym z nich ma być zniesienie ograniczeń w przyjazdach do USA dla obywateli 13 państw muzułmańskich, które wprowadził prezydent Trump.

Czytaj także: Cytaty roku - jaki rok, takie cytaty

Przez zarządzenie wykonawcze Biden ma też wspomagać łączenie rodzin rozdzielonych przez władze imigracyjne. W 2017 roku administracja Trumpa rozpoczęła politykę "zero tolerancji", w ramach której oddzielano dzieci od rodziców nielegalnie przekraczających granicę USA. W 2018 roku zakończono ten proceder w związku z ogromnymi protestami. W krótkim okresie oddzielono jednak aż 5000 dzieci od rodziców, których częściowo już deportowano. W efekcie, do dzisiaj część rodzin pozostaje rozdzielona.

Latynoscy liderzy usłyszeli na wirtualnym spotkaniu od prezydenta-elekta, że podtrzymuje obietnice wobec imigrantów złożone w kampanii wyborczej.


Reforma imigracyjna proponowana przez Joe Bidena wprowadza wiele radykalnych zmian, ale nie przewiduje żadnych działań zabezpieczających przed nielegalną imigracją w przyszłości. Reforma, która zyska zapewne miano amnestii, z pewnością zachęci kolejnych obcokrajowców do osiedlenia się w USA. Choć nie zostaną oni objęci reformą, będą liczyć na podobną ustawę w przyszłości.

Czytaj także: Amerykańską politykę imigracyjną czeka zwrot ze skrajności w skrajność

Dlatego spodziewany jest opór ze strony republikanów, a nawet części konserwatywnych demokratów. Ustawa będzie zapewne ulegała modyfikacji, aby mogła uzyskać poparcie większości legislatorów, choć liczbową przewagę w obu izbach mają demokraci (w Senacie jest równy podział mandatów po 50 pomiędzy demokratami i republikanami, ale w przypadku remisu w głosowaniu, rozstrzygający głos ma wiceprezydent).

Reformy zapewne nie uda się wprowadzić w życie przez co najmniej kilka miesięcy. Mówił o tym nawet sam prezydent-elekt Joe Biden na wirtualnym spotkaniu z latynoskimi liderami, które odbyło się 14 stycznia. Choć powtórzył obietnicę wstrzymania budowy muru na granicy z Meksykiem i wstrzymania deportacji przez pierwsze 100 dni jego prezydentury, ostrzegł, że reforma nie będzie łatwa. Najprawdopodobniej nie zostanie przyjęta w ciągu tych pierwszych 100 dni.

Oczekuje się jednak, że nie wzbudzi ona aż tak wielkich kontrowersji, jak inne plany legislacyjne nowego prezydenta. Republikanie z pewnością będą przeciwni cofnięciu reformy podatkowej, w ramach której prezydent Trump radykalnie obniżył podatki w 2017 roku. Protestować będą też wobec planów zwiększenia wydatków federalnych.

Czytaj także: Nie namawiaj do nielegalnej imigracji

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!