Niezwykłe manewry w sądzie

Szturmowanie Kapitolu przez tłum demonstrantów, do czego doszło 6 stycznia br., było wydarzeniem niezwykłym. Niezwykłe są też niektóre procesy sądowe, w których oskarżonymi są osoby wdzierające się do budynku amerykańskiego Kongresu. Co najmniej pięć osób zrezygnowało bowiem z pomocy prawnika i zaczęło bronić się w sądzie samodzielnie. Doprowadziło to do wielu kuriozalnych sytuacji.

Prawo do reprezntowania w sądzie samego siebie jest zapisane w Konstytucji. Prawnicy zgodnie jednak twierdzą, że korzystanie z tego prawa przy poważnych oskarżeniach nie jest najrozsądniejsze. Nawet sędziowie prowadzący sprawę osoby, która chce bronić się sama, doradzają skorzystanie z pomocy adwokata. I oferują pomoc obrońcy z urzędu, która jest bezpłatna.

Jeden z sędziów, który prowadzi sprawę Alana Hostettera z Kalifornii, również odradzał samodzielną obronę. Powiedział oskarżonemu, że nigdy nie widział, aby taka obrona przyniosła dobry rezultat. A jest sędzią już od 1987 roku. Hostetter być może wierzy w swoje możliwości, gdyż przez 20 lat był policjantem i pełnił nawet funkcję komendanta. Potem jednak zaczął uczyć jogi, a teraz ma bardzo poważny zarzut.

Oskarżony jest nie tylko o wdarcie się na Kapitol, ale spiskowanie wraz z pięcioma innymi osobami w celu uniemożliwienia Kongresowi USA uznania wygranej w wyborach prezydenckich Joe Bidena. Zrezygnował z obrońcy, gdyż uważa dochodzenie przeciwko niemu za pełne nieprawidłowości. Twierdzi też, że taktyką rządu jest, "że jeżeli nie mogą cię skazać, to chcą cię przynajmniej zbankrutować i zniszczyć".

Bardzo poważny zarzut ma także Pauline Bauer, która w Pennsylwanii prowadzi restaurację. FBI dysponuje nagraniem wideo, na którym kobieta nawołuje do znalezienia przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi i powieszenia jej. Przed sądem również postanowiła bronić się sama, choć ewidentnie brakuje jej wiedzy prawniczej.

Bauer wielokrotnie przerywała sędziemu, aż w końcu powiedziała mu, że nie może jej sądzić. Jej zdaniem, jurysdykcja sędziego jej nie obejmuje. Zażądała więc odrzucenia pozwu wobec niej. Gdy sędzia Trevor McFadden się na to nie zgodził, zapytała: "na jakich warunkach?" Sędzia odpowiedział jej, że nie może mu stawiać jakichkolwiek warunków.

Tak jak atak na Kapitol był niezwykłym wydarzeniem, tak również bronienie się w sądzie przez ich sprawców jest nietypowe.


Trevor McFadden był nominowany przez prezydenta Donalda Trumpa, a teraz sądzi jeszcze jednego uczestnika zamieszek na Kapitolu, który broni się sam. Brandon Fellows ze stanu Nowy Jork zażądał zwolnienia go z więzienia i również chciałby zakwestionować udział sędziego w procesie. Prowadząc swój wywód, opowiadał, że w innym procesie wykorzystał już "lukę prawną", jak to sam określił. W swoich danych wpisał bowiem numer telefonu żony sędziego, sugerując, że ją zna, co uniemożliwia prowadzenie sprawy przez sędziego.

Podobnego zabiegu chciał dokonać także wobec sędziego McFaddena, ale prawnik, z którego usług początkowo korzystał, wyjaśnił mu, że jest to karalne. A sam sędzia zaczął go ostrzegać, że swoimi zeznaniami tylko się pogrąża. Przyznał się bowiem do utrudniania działania wymiarowi sprawiedliwości. Sędzia doradził mu skorzystanie jednak z obrońcy.

Najbardziej kuriozalne zachowanie w sądzie pokazał jeszcze inny mężczyzna ze stanu Nowy Jork. Eric Bochene uznał, że skoro reprezentuje w sądzie samego siebie, występuje jako prawnik i należy mu się za to zapłata. A że prawnicy zarabiają dużo, zapłata powinna być duża. Przygotował swój cennik, który przekazał sędziemu. Za dwie godziny pobytu w sądzie liczy sobie 50 tysięcy dolarów. Ale tylko pod warunkiem, że pojawia się tam dobrowolnie. Jeżeli będzie do tego zmuszony, opłata rośnie do 250 tysięcy dolarów. Sędzia oczywiście odmówił wypłaty i zwrócił uwagę, że Eric Bochene nie musi występować w roli własnego adwokata.

W związku z zamieszkami na Kapitolu, zarzuty usłyszało ponad 640 osób. Niektóre sprawy zostały już rozstrzygnięte, przeważnie w przypadku najlżejszych zarzutów. Najlżejsze wyroki to dozór kuratora sądowego, a najcięższe jak dotychczas to kilkumiesięczne więzienie. Osobom o najcięższych zarzutach grożą jednak wyroki pozbawienia wolności na wiele lat.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!