Maseczki, przemoc i konstytucja

Noszenie maseczek i zachowywanie odległości pomiędzy ludźmi to dla jednych oczywista konieczność, dla innych naruszenie ich obywatelskich praw. Po obydwu stronach pojawiają się skrajnie różne reakcje, włącznie z przemocą. Obrazują to poniższe przykłady, pochodzące z okresu jeszcze przed zamieszkami.

Czytaj także: Chaos i zamieszki w całym kraju

W stanie Indiana, do konfrontacji doszło w sklepie 7-Eleven. Około 9 rano zakupy robił w nim czarnoskóry mężczyzna w wieku 20-25 lat. Gdy podszedł kasy, sprzedawczyni odmówiła obsłużenia go. Zwróciła mu uwagę, że nie ma na twarzy maseczki, czego jej sklep wymaga. Sieć 7-Eleven nie wprowadziła tego wymogu we wszystkich swoich punktach, ale w tym konkretnym sklepie znajdowały się tabliczki informujące o konieczności używania maseczek.

Młody Murzyn zdenerwował się odmową kasjerki i rzucił w nią kubkiem z gorącą kawą. Następnie wyszedł ze sklepu, ale później powrócił do niego. Uderzył kasjerkę pięścią i kopnął, w wyniku czego kobieta upadła. Dopiero wtedy napastnik uciekł ze sklepu.

Czytaj także: Czy słowo "Murzyn" jest obraźliwe?

W Nowym Jorku natomiast, to czarnoskórzy oskarżali o przemoc policję, jeszcze przed zabójstwem George'a Floyda w Minneapolis. W internecie pojawiło się nagranie ze stacji metra na Brooklynie. Młoda Murzynka nie została wpuszczona do pociągu, gdyż nie miała odpowiednio założonej na twarz maseczki. Otoczona przez kilkoro policjantów, żywo z nimi dyskutowała. Gdy konfrontacja zaczęła eskalować, policjanci powalili ją na ziemię i skuli w kajdanki. Całą scenę z bliska obserwowało kilkuletnie dziecko kobiety.

Wcześniej pojawiło się nagranie z brutalnego zachowania innego policjanta w Nowym Jorku. W East Village, nieumundurowany funkcjonariusz pobił aresztowanego mężczyznę. Sam nie miał przy tym założonej maseczki. Opublikowane niedawno dane mówią, że 80% ukaranych za nieprzestrzeganie zasad sanitarnych związanych z epidemią, to osoby należące do mniejszości rasowych.

Przypadkiem, który niejako łączy dwie strony sporu o egzekwowanie tych zasad, jest Greg Anderson. Jest to policjant z Seattle, który jednak wystąpił przeciwko ich egzekwowaniu. W internecie opublikował nagranie ze swoją wypowiedzią na ten temat. Dokonał go siedząc w mundurze, za kierownicą policyjnego samochodu.

Anderson oburza się na nagraniu, że ludzie są aresztowani lub karani "za pójście do kościoła". Dziwi się też ściganiu osób, które ze względu na zamknięcie zakładów kosmetycznych, świadczą usługi w domach. Policjant odczytuje też fragmenty amerykańskiej Konstytucji, która gwarantuje wolność obywatelską.

Czytaj także: Kto nosi maseczki, a kto nie

Greg Anderson zastrzega, że nie chce zobaczyć przelewu krwi na amerykańskich ulicach. Ale w praktyce podburza do niesubordynacji: "Musimy zapytać się nas samych jako funkcjonariuszy: czy to co robię, jest słuszne?". Zapowiada też, że jeżeli rząd nie zmieni swoich postanowień, "obudzi śpiącego giganta", sugerując że ludzie wyjdą na ulice. Powraca też do wątku przelewu krwi w takich konfrontacjach.

Jak można się było spodziewać, Anderson został zwolniony ze służby. Nie było to jednak zwolnienie dyscyplinarne, nie otrzymał też żadnej kary ani wstrzymania wypłat. Z pewnością nie pozostał bez środków do życia i to wcale nie dlatego, że zasiłek dla bezrobotnych jest obecnie wzbogacony o dodatkowe 600 dolarów. Policjant jest byłym żołnierzem oddziałów specjalnych, więc zapewne ma wojskową emeryturę.

O finanse może być jednak spokojny przede wszystkim dzięki sławie, którą uzyskał przez swoje nagranie w internecie. O ile spotkała go dość powszechna krytyka, tak również ma swoich wielbicieli. Na internetowym portalu zorganizowali dla niego zbiórkę pieniędzy i w ciągu zaledwie dwóch pierwszych dni zebrali 340 tysięcy dolarów.

Czytaj także: Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!