Marihuana podbija Amerykę

Sklepy legalnie sprzedające w USA marihuanę do celów rekreacyjnych chwalą się ogromnym wzrostem obrotów, jaki zanotowały w 2020 roku. Tak jak się można było spodziewać, biznes narkotykowy to ogromne pieniądze, które w dodatku rosną w niezwykłym tempie. Strona internetowa Leafly, uznawana za największą wśród portali zajmujących się marihuaną, przygotowuje szczegółowy raport w tej sprawie. Według wstępnych danych, sprzedaż marihuany wzrosła z 10,7 miliarda dolarów w 2019 roku do 17,9 miliarda w roku 2020.

Przy tak ogromnych pieniądzach - a to przecież dopiero początek legalnego rozwoju branży - możliwe jest skuteczne lobbowanie na rzecz legalizacji narkotyków. Już 15 stanów (oraz Dystrykt Kolumbii) zdecydowało się pozwolić zażywać marihuanę na życzenie. Przy okazji ostatnich wyborów w listopadzie przegłosowano taki pomysł w czterech z nich: Arizonie, Montanie, Południowej Dakocie i New Jersey.

Chodzi nie tyklo o lobbowanie wśród polityków, ale także przekonywanie do legalizacji społeczeństwa, które godzi się na nią w referendach. Coraz częściej słychać, że marihuana nie jest szkodliwa, daje natomiast wiele pozytywnych efektów.

Czytaj także: Super Bowl bez Budweisera, Coca-coli i Pepsi. Ale jak zwykle będzie Tom Brady

Dowodem ma być stosowanie jej w celach medycznych, np. do uśmierzania bólu. Tyle że w celach medycznych stosuje się także inne narkotyki, np. morfinę. Ale to nie znaczy, że są one nieszkodliwe czy nie uzależniają.

W przypadku marihuany, reklamuje się głównie jej efekt odprężający. Słyszymy, że narkotyk ten relaksuje i redukuje stres. Podobnie działa alkohol, ale przekonywanie do marihuany bardziej przypomina sytuację z papierosami. Kilkadziesiąt lat temu, wielkie koncerny tytoniowe twierdziły, że palenie tytoniu nie uniezależnia i absolutnie nie wywołuje chorób nowotworowych. Opłacały nawet badania naukowe, które miały to potwierdzać.

Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o kilkadziesiąt lat badań i miliony zgonów, głównie z powodu raka płuc. Ale to samo zjawisko dotyczy teraz zażywania narkotyków. Chociaż skutki ich zażywania są od dziesięcioleci widoczne i dobrze zbadane. Nawet w przypadku tzw. narkotyków miękkich, negatywne działanie jest niezaprzeczalne.

Podaje je m.in. Narodowy Instytut ds. Narkotyków (National Istitute for Drug Abuse). Wśród krótkotrwałych efektów wymienia zaniki pamięci i brak właściwej oceny rzeczywistości. A wśród długotrwałych - przede wszsytkim uzależnienie, zaburzenie zmysłów i różne choroby psychiczne. Badania opublikowane niedawno w magazynie JAMA Network Open pokazują też negatywny wpływ palenia marihuany na płuca. Wskazuje się na używanie tego narkotyku przez ludzi młodych, nawet nastoletnich. W takim organizmie marihuana może powodować nieodwracalne zmiany w mózgu.

Czytaj także: Prezydent Biden chce wprowadzić płacę minimalną 15 dolarów na godzinę

Ostrzeżenia o zagrożeniach - o których wiadomo zresztą od dawna - nie przebijają się jednak tak skutecznie jak propagowanie "zdrowotnych" aspektów marihuany. To zresztą naturalne, że jej użytkownicy wolą usłyszeć, że nic im nie grozi. Tym bardziej, że wciąż spotykają się z najzupełniej oficjalnymi zapewnieniami o tym. Mogą wręcz odnieść wrażenie, że powinni zażywać marihuanę, bo to zdrowo.

Mapa pokazuje, w których stanach marihuana jest legalna.


Jedna z bardzo dużych firm sprzedających marihuanę, która ma sklepy w kilkunastu stanach, nazywa się Harvest Health and Recreation, co można przetłumaczyć jako "żniwa zdrowia i rekreacji". Używanie tak kłamliwej nazwy jest ciągle legalne, co kontrastuje na przykład z branżą papierosów. Na paczce papierosów nie można już napisać, że są zdrowe. Wręcz przeciwnie, prawo wymaga, aby umieścić tam ostrzeżenie, jak bardzo są szkodliwe.

Czytaj także: Religia Amerykanów i ich prezydentów

Pobłażanie branży narkotykowej może wydawać się niezrozumiałe. Ale gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Możliwość zarobku widzą nie tylko dystrybutorzy marihuany (dawniej mówiło się dealerzy), ale także władze. Bardzo wysokie podatki nałożone na narkotyk przynoszą stanom duże zyski. Po zalegalizowaniu marihuany do celów rekreacyjnych w New Jersey, nad podobnym ruchem zastanawia się Nowy Jork. Argumentem jest utrata pieniędzy, które nowojorczycy wydadzą w sąsiadującym stanie.

Zyski z marihunay tłumaczą też, dlaczego władze takich stanów jak Kalifornia czy Massachusetts, w czasie epidemii uznały sklepy z tym narkotykiem jako... niezbędne. Obok sklepów spożywczych i aptek mogą one pozostać otwarte pomimo zamykania wielu innych biznesów, w tym barów z alkoholem.

Epidemia jest zresztą jednym z czynników, które wspomogły branżę narkotykową. Ograniczone możliwości rozrywki czy nawet wychodzenia z domu pchnęły wielu ludzi do sięgnięcia po używki. Ogromna liczba po raz pierwszy zażyła marihuanę. Badania firmy Harris pokazały, że aż 42% osób zażywających ten narkotyk, zrobiło to po raz pierwszy właśnie w czasie epidemii koronawirusa. Amerykanie więcej w tym okresie piją także alkoholu, ale o tym napiszemy już w oddzielnym artykule.

Czytaj także: Szczepionki na Covid-19 wcale nie wynaleźli amerykańscy naukowcy

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!